Klasyczny rozkład: Possessed – Seven Churches

Possessed - Seven ChurchesPOSSESSED

Seven Churches (1985)

USA, Combat Records, Death / Thrash Metal

KTO, GDZIE I KIEDY?

Possessed jest jednym z najważniejszych zespołów światowej sceny death metalowej. Tak naprawdę, od nich powinienem zacząć ten cały „Klasyczny Rozkład” ale moja „ignorancja” sprawiła, że Kalifornijczycy jakoś przemknęli bokiem. Ten historyczny początek datowany jest na 1983 rok a jego miejscem stała się miejscowość (El Sobrante) w okolicach San Francisco. W pierwszym składzie znaleźli się: Mike Torrao (gitara), Mike Sus (perkusja), Barry Fisk (wokal) i Jeff Andrews (bas). To jednak nie potrwało długo, gdyż Fisk popełnił samobójstwo a Andrews zwyczajnie zrezygnował. Zastąpili ich Jeff Becerra (wokal, bas) oraz Brian Montana (gitara). Pierwszym materiałem jaki powstał w tym składzie, było demo „Death Metal” od czego przejął nazwę tenże zacny gatunek metalu. W każdym razie, jakiś czas potem „zatrudniono” nowego gitarzystę (Larry Lalonde w miejsce Briana Montana) i Possessed wszedł do studia aby zarejestrować debiut „Seven Churches”.

DLACZEGO TO KLASYK?

Jest to raczej pytanie retoryczne dla wydawnictwa, które już w 1985 roku nosiło znamiona death metalowego nakurwu. W dużej mierze był on wzorowany na thrash’owych riffach jednak klimatyczne podejście do tematu i specyficzny wokal sprawił, że granica ekstremy została przesunięta. To samo tyczy się sposobu tworzenia i odgrywania niektórych melodii. Miały one bardziej bezpośredni wydźwięk, były przy tym bardziej „straight-forward”. Zespół dysponował także szeroką gamą zatrzymań i niemalże technicznych przerywników. To samo tyczy się psychodelicznych solówek. Eksplodują prosto w twarz z nieopisaną furią ale i techniką. Myślę, że niewiele kapel wtedy (i dużo później także) mogło się pochwalić tak rozbudowanymi i znaczącymi solami. Rytmiczny bas, grany bardzo często w tempo, zbiera tu olbrzymie żniwo. Wraz z perkusją wpływa znacząco na utrzymanie i rozwijanie rytmicznych partii. Do tego dochodzi „mroczny” wokal i mamy dzieło kompletne. W tym wypadku nie jest istotne, że zdarza się czasem zagrać nie równo bo chwilowy brak synchronizacji dodaje „Seven Churches” niekłamanej autentyczności. Może nie jest to zaleta ale na pewno nie przeszkadza czczeniu mocy nieczystych i innych. Ten krążek to bezsprzeczny klasyk i demoniczny kult muzyki ekstremalnej. Kawał niesamowitej muzyki z tak odległych dla niektórych, czasów. Wszech-klasyk mówiąc pieszczotliwie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *