Recenzja: Supreme Void – Towards Oblivion
„Polska gurom”, że tak pozwolę sobie dziadersko rozpocząć. Zupełnie bez ironii przyznam, że Polska scena metalowa jest doskonała. Mamy ogrom zajebistych zespołów. Tych trochę znanych oraz tych, które na wieki zasiadły w podziemiu i zapewne nigdy z niego nie wyjdą z wielu powodów. Odkrywanie ich daje dużo satysfakcji i naprawdę często trafia się na takie perełki. Supreme Void to klimatyczny uskok w stronę technicznego death metalu. Takiego brudnego, zrytego i mięsistego. Panowie często zbaczają w sinusoidalne progresje a czasem uderzają w dość prostoliniowe death metalowe wy… rzygi. Całość jest jednak bardzo zwarta i spięta. Fajna ekwilibrystyka, trochę zmęczony ale „żrący” – wokal. Wiele dobrego.
Mam przy tym wrażenie, że „Towards Oblivion” hołduje starej koncepcji death metalu. Bardzo duży nacisk położono na gitary. Absorbują one całą przestrzeń i nie pozostawiają złudzeń, że to płyta „gitarowa”. Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało to proporcje są może trochę zaburzone… może zgodnie z założeniem… Perkusja na przykład – nie wykorzystuje swojego potencjału. Niby nic jej nie brakuje ale jest wycofana i choć gęsto wypełnia tło to jest jedynie tym dla soczystych gitar. Fantastycznie wyważony wokal ma podobne zadanie. Uzupełnić gitarowe pasaże. Nie ma w tym nic złego poza lekkim dysonansem poznawczym. Widzę w tym zespole ogromny potencjał. Debiut dobrze siada na klacie i dociska ale chciałoby się więcej zdecydowania w tym koncepcie. Nie wiem czy „zachowawczy” to poprawne określenie ale po tym jak siądzie na klacie to powinien rozłupać czaszkę kamieniem. Zabrakło kamienia. Zespół zapisuję do dalszej obserwacji. Vamos!
4/6
Remnants of Hope
Dissolution of Power
Eclipse of the Exalted
Repulse Manifesto
Substained by Malice
Embrace Extinction

