Warheim.org > Recenzje > Recenzja: Funebrarum – Beckoning the Void of Eternal Silence

Recenzja: Funebrarum – Beckoning the Void of Eternal Silence

Jakby to przewrotnie powiedzieć o Funebrarum – jest to rasowy gruz z własnym twistem. Powolny lodołamacz żre lód niczym Kuna na dolnej Wiśle… “Beckoning…” nawet jak przyśpiesza to jest topornie gęsty. Nie w sensie “ślamazarnym” ale takim złowieszczo powolnym. Niczym muzyka do horroru klasy B. Ma zresztą trochę takich elementów, które go odróżniają na tle konkurencji. Tu i ówdzie pojawiają się mroczne partie klawiszowe. Niech was nie zdziwią też blackowe skrzeki a wszystko to by budować scenerię z piekła rodem. Grindujący wokal jest potwornie niski niczym w Mortician więc atmosfera jest gęsta niczym tłusty żur. Powietrze można nożem ciąć i jest to wiodąca zaleta nowego materiału amerykanów.

Krążek brzmi dojrzale i jest “pełny”. Dźwięk jest świadomie tak zmasterowany aby wypełniać głowę słuchacza z dokładnością pianki montażowej do okien. Nic bym tu nie dokładał, bo jest wszystkiego w bród. Łącznie z sonicznymi solówkami, które niczym pioruny na nieboskłonie, rozcinają czas i przestrzeń gdzieś wysoko nad głowami. Potrafią też zaskoczyć swoją pełnoprawną melodyjnością. Mimo totalnie ekstremalnej formy podania tej muzyki, Funebrarum ma pewien rodzaj gracji. Gracji, która pozwoliła nagrać niemalże 50 minutowy album, który spokojnie można łyknąć za jednym podejściem. Można go też rozłożyć na raty a ta muzyka nie straci na swojej bezpośredniości. Jest to może bardziej specyficzny wyrzyg niż typowy, death metalowy ochłap ale myślę, że próg przyswajalności jest dość duży. Bardzo klimatyczny kawał, bardzo gęstego death metalu. Śmierdzi wilgotną piwnicą ale oferuje sadystyczną przyjemność ze słuchania.

5/6

The Arrival (Intro)
Beckoning the Void of Eternal Silence
Ša nagba amāru
Through the Barren Halls of Grieving Emptiness
Into Dark Domains
Ancestral Manor (Intro)
Anhela odor mortoruom (The Adepts)
From Rotting Burial Shrouds
Turning the Stones of Torment
The Whispering Cathedral – Epilogue