Klasyczny rozkład: Ripping Corpse – Dreaming With The Dead

RIPPING CORPSE
Dreaming With The Dead (1991)
USA, Kraze, Death Metal
KTO, GDZIE I KIEDY?
Ripping Corpse powstało w 1987 roku w Red Bank, New Jersey. Jego nazwa wzięła się od utworu Kreator z “Pleasure To Kill”. Założycielami zespołu byli: wokalista Scott Ruth, gitarzysta Shaune Kelley oraz perkusista Brandon Thomas. Do składu dołączył także basista Dave Bizzigotti oraz trochę później – Erik Rutan. Panowie nagrali 3 dema: “Death Warmed Over” 1987, “Splattered Remains” 1988 oraz “Glorious Depravity” 1990. Następnie powstał “cult classic” debiut czyli wspomniany “Dreaming With The Dead” a karierę ich zwieńczyło ostatnie demo “Industry” (1992) na którym zmienił się basista – Scott Hornick. Panowie rozeszli się w różne strony. Część założyła Dim Mak a Erik założył Hate Eternal (którego nazwa powstała od tytułu kompozycji z dema “Industry”).
DLACZEGO TO KLASYK?
Ripping Corpse to wspaniały przykład doskonale wyprodukowanego i złożonego death metalu wczesnych lat 90. Podręcznikowy i bezkompromisowy. Oferujący niezwykłą głębię i rozbudowane melodie – jak na tamte czasy, chciałoby się dodać ale, ale… Muszę przyznać, że obecnie wraca się do tego materiału niezwykle przyjemnie. Totalnie podziemny wokal Scotta, żywo czerpiący z Toma Arayi świetnie komponuje się z rwącymi tempami gitarowymi. Panowie ubarwiają obficie swoje kompozycje gitarą solową, która nie tylko sypie solówkami jak z rękawa ale również tworzy bardzo klimatyczne, wyuzdane eposy. Ripping Corpse, kompozytorsko wyprzedzał swoje czasy i był jasnym punktem wśród takich tuzów jak Morbid Angel, Death czy Obituary. Na “Dreaming with the Dead” dzieje się bardzo dużo. Zespół potrafi zwolnić i zgnieść. Potrafi przyspieszyć w iście thrashowym tempie i na koniec porządnie poturbować słuchacza (vide “Rift of Hate”). Jest to krążek ambitny a kompozycje są bardzo charakterystyczne. To samo tyczy się produkcji, która pozwala delektować się wyjątkowo selektywnym brzmieniem ale i agresywnie przejechać kolanem po asfalcie. Potężny, pierwszy i ostatni album, którego nie wypada nie znać!
