Recenzja: Cryptworm – Infectious Pathological Waste

CRYPTWORM
Infectious Pathological Waste (2026)Wielka Brytania, Me Saco Un Ojo Records
Brutal Death Metal
Cryptworm to współczesny zespół pieśni i tańca spod szyldu gore. Nie dziwi zatem, że “Infectious Pathological Waste” to typowa potańcówka w ubojni ze świńskim wodzirejem. Nie powiedziałbym, że koło tu zostało wynalezione na nowo co nie zmienia faktu, że lekko ten materiał wchodzi. Jest bardzo rytmiczny, grany praktycznie non stop w tempo. Wokal to typowa świnia, która wypaliła w swoim życiu za dużo szlugów. Czasem dławiąca się plwocinami a na ogół chrumkająca ponuro niczym przed fazą końcową chowu zagrodowego. Tucznik w swej ostatniej podróży…
Jest to metal jednostajny i bardzo liniowy. Fajny żeby się odmóżdżyć lub zrelaksować w kąpieli. Sztuka “nie za wysoka” ale zgrabnie ubrana w 35 minutową płytę. Względem poprzednich wydawnictw, Panowie na pewno zyskali na jakości brzmienia. Jest ono bardziej soczyste i selektywne. Niskie i wulgarne. Pod tym kątem to jest to zdecydowanie ich najciekawszy krążek. Dodając do tego wymowną oprawę graficzną to robi się przyjemnie i w starym stylu. Powszechnie panująca rytmika wypełnia powietrze bardzo gęsto. Ultra niski bas brzmi niczym soki trawienne rzygane z trzewi. Emancypacja gruchotania kości w przyjemnym, łamiącym tempie, zdecydowanie godna uwagi.
Wszystko na to wskazuje, że na żywo to musi być bardzo nośna muzyka. Na szczęście będzie mi dane sprawdzić bo Panowie zagrają koncert w Warszawie w towarzystwie meksykańskiego Cenotaph.
4-/6
Gallons of Molten Hominal Goo
Maimed and Gutted
Drowning in Purulent Excrementia
Infectious Pathological Waste
Embedded with Parasitic Larvae
Emanations of Corporeal Pyosis
Gastrointestinal Seepage
Encephalic Feast
