Wykopane z Grobu: Myrkskog – Deathmachine

Myrkskog - DeathmachineMYRKSKOG

Deathmachine (2000)

Norwegia, Candlelight Records, Death / Black Metal

DLACZEGO WARTO WYKOPAĆ?

Myrkskog to potężny cios w potylicę dla pseudo death metalowych popłuczyn. Niesłychana siła przebicia, gwarantuje masochistyczne doznania już od pierwszych sekund „Discipline Misanthropy”. Nasycenie dźwięku zwala z nóg a produkcja po 15 latach wyrywa nogi i ręce czyniąc klasyczne fatality. Myrkskog to rozpierdalator mózgów na ścianie. Masywny, black’owy klimat jest jak deszcz meteorytów opadających na ziemię niczym przepowiednia jakiegoś naćpanego proroka. Zresztą nie tylko sam klimat nawiązuje jawnie do black metalu. Jest wiele momentów, że zespół zapędza się w „Cesarzowe” klimaty, inwestując jednocześnie w młot do rozbijania czaszki, co prowadzi do wspomnianej mielonki na ścianie. Norwedzy są bardzo bezpośredni. Doskonale połączyli patetyczne elementy z wysublimowaną melodyką. Zjadają na śniadanie tuzin kapel nazwanych hucznie blackened death metal. Są wiarygodni i bardzo dosłowni a ich muzyka prosi się o słuchanie od początku do końca. Ma to coś niczym sarnina dla wygłodniałego wilka. Myrkskog prowadzi gitarę w tempo i prześciga się z perkusją w bezpośrednich zrzutach śmiercionośnej dawki metalu. Ołowiana siekiera wypełniona rtęcią uderza w kolano. Wyobraźcie sobie odpadającą rzepkę i fikuśne wulkany osocza strzelające na lewo i prawo. „Deathmachine” is fun. Będąc pod wpływem tego materiału ciężko określić jego wartość artystyczną. To precyzyjne dzieło przywodzące na myśl wiele wybitnych kapel. Mimo to jest unikalne w swej manierze. Wciąga i niszczy niepowtarzalną atmosferą. Nie pozwala się uwolnić. To jest konglomerat śmierci. Muzyka swobodna z industrialnym posmakiem. Tworzy słoną otoczkę a demoniczne wokale czynią ten debiut jeszcze bardziej plugawym. Smaczne mięso. Na śniadanie, do obiadu czy na kolację. Odkopać teraz! Więcej…

Tagi:
Wykopane z Grobu: Ancient Rites – Dim Carcosa

Ancient Rites - Dim CarcosaANCIENT RITES

Dim Carcosa (2001)

Belgia, Hammerheart Records, Viking Metal

DLACZEGO WARTO WYKOPAĆ?

„Dim Carcosa” nie jest płytą kultową w klasycznym tego słowa znaczeniu. To jest krążek, który mimo upływu 13 lat nadal wywołuje u mnie wyższe uczucia i nieraz powoduje ciary na plecach. Niesamowicie chwytliwe melodie, budowane najczęściej w bardzo prosty sposób, dają niezwykłe efekty. Muzyka staje się dzięki nim bardzo płynna a swoboda z jaką muzycy poruszają się po gatunku jest zdumiewająca. Co więcej – nieraz poza niego wykraczają za pośrednictwem bardziej heavy – power metalowych solówek i pasaży. Można by powiedzieć, że przy zastosowaniu minimalnych nakładów uzyskano przyjemne dla ucha – bogactwo. Tutaj cały czas się coś dzieje. Gitary na przemian z perkusją prześcigają się w zaskakiwaniu słuchacza a kiedy zdaje się, że nie może być lepiej to pojawiają się klawisze. Jest ich dużo ale nie można zarzucić chłopakom przesytu. Swoją drogą, przypominają trochę te z Nokturnal Mortum – „Goat Horns”. Każdy z tych elementów doskonale się uzupełnia – żyjąc w swoistej symbiozie. Dopomaga temu ciekawe brzmienie. Mimo, że perka brzmi nieco płasko to jako całość „Dim Carcosa” jest soczysta i selektywna. Po dłuższym namyśle doszedłem do wniosku, że nie byłoby sensu nic tutaj poprawiać. W tej formie materiał do mnie przemawia i powoduje niekontrolowane wibracje pod czaszką. Brzmi jakoś tak swojsko, jakbyśmy znali tą płytę od zawsze. Podobne zjawisko dostrzegam na Akercocke – „The Goat Of Mendes” i myślę, że ta trójka pod względem zamysłu i wykonania nie pada od siebie wcale tak daleko. Ten album ma wszystko. Doskonałe melodie, epickie momenty, poważne chórki i całą masę „hitów”. Umiejętnie zmieszane 46 minut melodyjnej ekstremy. Polecam odkopać! Więcej…

Tagi:




the best of


video


facebook

menu