Wywiad: Arachnophobia Records – mam wyjebane na opinie jakichś niedojebanych studencików

Arachnophobia vel. Wszechpotężna to wschodząca siła przemysłu metalurgicznego w Polsce. Rok 2014 może z pewnością zaliczyć do udanych. Świetne debiuty Odraza, Eerie i Sigihl oraz powroty Abusiveness i Genius Ultor wróżą dobrze na przyszłość. Świadczą także o dobrym guście (oraz szeroko rozwiniętej sieci koleżeńskiej he he). Ojciec tej zacnej inicjatywy zgodził się uchylić rąbka tajemnicy odnośnie przepisu na sukces i opowiedzieć jakie szczyty planuje zdobyć w nowym roku. Zapraszam serdecznie do lektury. Wspierajcie polskie podziemie. /Hails!

arachno_logo

Witaj Krzysztofie! Na wstępie chciałem pogratulować BDB wydawnictw ubiegłego roku. Możesz zdradzić jakieś szczegóły tych nadchodzących? Widziałem, że nowy Ulcer ukaże się za Twoim pośrednictwem?

Hails. Dziękuję, ale to przede wszystkim zasługa hordes, które nagrały bdb płyty. Wydaje mi się, że Ulcer będzie najważniejszą płytą dla mnie w tym roku, bo reszta to albo wznowienia albo winylowe edycje. Właściwie prócz świetnego debiutu Kurhan – gdzie Nihil kończy właśnie kręcić gałkami – i właśnie Ulcer nic nie jest tak do końca pewne. Będzie jeszcze chorwacki Pogavranjen, ale materiał hula od dawna w Internetach, więc sam nie wiem czy nie traktować tego jako wznowienia

Eerie - Into Everlasting DeathMógłbyś podsumować ubiegły rok? Jaki on był dla Arachnophobia? Uważasz go za udany?

Dla Arachnophobii był on rewelacyjny, sam się nie spodziewałem, że wszystko tak dobrze się potoczy, bo tak naprawdę to był pierwszy pełen rok kalendarzowy dla mojej wytwórni (dwa pierwsze wydawnictwa ukazały się w listopadzie 2013). Oczywiście powołując do życia Arachnophobia Records miałem ambitne plany, lecz ubiegły rok był dużo lepszy niż sobie to na samym początku wyobrażałem: pięć bardzo dobrych płyt (oraz dwie kasety, ale wiadomo że to bardziej niszowe produkcje), świetnie przyjętych, bardzo fajnie wydanych, dobrze się sprzedających. Wiem, że w tej branży o pieniądzach się nie mówi, ale dla mnie ważne jest to, że moja wytwórnia istnieje bez żadnych finansowych kroplówek z mojej strony, tylko sama się finansuje, co też było jej założeniem.

Największa wpadka minionego roku?

W życiu prywatnym i zawodowym trochę ich było. Natomiast jeśli chodzi o wytwórnię to ku mojemu zdziwieniu wszystko było tak jak trzeba: na czas i zgodnie z założeniami. Wpadki to były na samym początku działalności, ale wyciągnąłem z nich wnioski i je naprawiłem. Jeśli można mówić o czymś co nie poszło zgodnie z założeniami, to byłem mocno rozczarowany jakością papieru użytego do poligrafii „Esperalem Tkane” oraz nie dopatrzyłem się błędu we wkładce wobec czego zarówno wkładki jak i inlaye do „Into Everlasting Death” drukowane były po raz wtóry.

Jak wygląda proces rekrutacyjny w Twojej wytwórni? Sam szukasz zespołów czy bazujesz na nadsyłanych materiałach?

Przyjeżdżają do mnie do Klepacz, siadamy u mnie na ławce pod płotem i z magnetu słuchamy kaset, dyskutujemy o etosie, nienawiści do wszelkiej świętości i innych przyziemnych sprawach :-) A tak serio mówiąc to różnie z tym bywa. Przy pierwszych wydawnictwach (Oremus i Evil Machine) to wyszło od słowa do słowa, bo jesteśmy kolegami. Odraza, Genius Ultor i Eerie same się zgłosiły. Do Abusiveness sam zgłosiłem akces, nawet do nich pojechałem i całe pięć minut uzgadnialiśmy szczegóły wydania. Z Sigihlem było inaczej, bo tutaj zaważyły rekomendacje Qrasa z Mentalporn i artysty Statica, którzy w tym samym czasie zalecali zainteresowanie się tym hordem i jakoś tak na koncercie z Lth się zgadaliśmy. Z Ulcerem to wystarczyło jak Łukasz mi napisał, że robią nowy materiał, a ja mu na to, że chcę i już było klepnięte :) Sam widzisz, że różnie to bywa.

arachno_1Czym się kierujesz przy wyborze? Jakie cechy są przez Ciebie pożądane aby pasowały do profilu?

Nie mam pojęcia. Chyba intuicją. Coraz więcej tych nagrań przychodzi zarówno w mp3 jak i na CD, lecz praktycznie w ogóle tego nie słucham. Może były jakieś dwie, które mnie zainteresowały na tyle, by odpalić nagrania. Może i znajdowały się tam kapele na miarę Odrazy, kto to może wiedzieć. Pewnie gdyby piosenkarzem Eerie nie był mój kolega i człowiek, którego strasznie lubię i szanuję jak mało kogo na polskiej scenie, to pewnie też bym nie posłuchał. No właśnie tak to się odbywa, jest w tym trochę kolesiostwa, ale jak kogoś znam, to wiem czego po nim się spodziewać na takiej czysto ludzkiej płaszczyźnie jeśli chodzi o współpracę i wiem, że nie odpierdoli mi żadnego „śliskiego” numeru w stylu słynnych już wykresów kołowych. Fakt, że wydawanie płyt kolegom niesie pewne ryzyko, że w razie jakiejś wpadki którejś ze stron możemy przestać być kolegami, jednak wolę współpracować z ludźmi, których znam i którzy są w jakiś sposób obliczalni.

Starasz się być na bieżąco z nowościami płytowymi czy może odwrotnie – wyznajesz nihilistyczną szkołę? Może zdradzisz co ostatnio Ci w głośnikach gra?

Różnie z tym bywa. Czasem od razu po premierze, czasem parę lat później, np. najnowsze Kriegsmaschine po raz pierwszy usłyszałem w grudniu tamtego roku. Nie mam jakiegoś ciśnienia, by od razu po premierze rzucać się na nowości. Teoretycznie rzecz biorąc jakby nic już się nie ukazało, to do końca życia mam czego słuchać. Dziś słuchałem Odrazy z winyla (bo test pressy przyszły), Yob – The Great Cessation i dwójki Bloodbath z najlepszymi wokalami w historii tego hordu.

Z tego co zdążyłem zauważyć to masz dość luźne podejście. Powiedz mi jak odbierasz ten, modnie nazywany „hejt” w sieci? Dotyka Cię ten temat w jakiś sposób?

Tak Ci się zdaje. Ja ciężko znoszę krytykę. No i należy rozróżnić mnie – internetowego trolla – od wytwórni, którą traktuję w pełni poważnie. Po ogłoszeniu terminu premiery mam problemy ze snem, układ trawienny wariuje i ogólnie jestem jednym wielkim nerwem czy wszystko uda się spiąć – pana co kręci gałkami, grafika, tłocznię itp. Jak już płyty mam w ręku w zakładanym terminie i WSZYSTKO jest tak jak miało być, to wtedy powietrze ze mnie schodzi i się uspokajam. Pewnie gdyby zdarzyło mi się kiedyś nawet jednodniowe opóźnienie, to przeżywałbym to miesiącami.

Wracając jednak do tematu. Uważam, że słowo „hejt” jest nadużywane, bo doszło do tego, że jakieś siuśmajtki na rzeczową krytykę odpowiadają, że to Internetowi hejterzy jadą po nich. Wystarczy spojrzeć na kogo wylewa się teraz – oczywiście mówię o scenie metalowej – największe wiadra pomyj i łatwo zauważyć, że te „ofiary” sobie na to same zasłużyły: wykresami kołowymi, debilnymi raportami ze studia o nagrywaniu wokali w trzech etapach, zapatrzeniem w Behemoth, meblościanką na scenie czy zwyczajnie głupimi wypowiedziami lub chujową muzyką w połączeniu z przekonaniem o własnej wielkości.

Oczywiście są ludzie, którzy negują wszystko jak leci. Kiedyś jeden artysta chciał bym wydał mu hord, bo tak lubi i szanuje, a później jak się sprawa rozmyła – bo stałem się zbyt komercyjny w jego mniemaniu – to zaczął wypisywać w internetach, że jak Arachnophobia Records coś wydaje, to na pewno chujowe. No niby mam problem z tym, że ktoś może mnie krytykować, ale jak w szanowanych przeze mnie pismach czy portalach (takich, które sam czytam) moje wydawnictwa są chwalone, jak szanowani przeze mnie dziennikarze chwalą, jak ludzie z czołowych kapel szanują moją robotę, to mam wyjebane na opinie jakichś niedojebanych studencików, którzy w swoim mniemaniu mają większą wiedzę o muzyce niż kolesie o dwadzieścia lat starsi (tacy też mocno się uaktywnili po artykule Łukasza Dunaja o polskiej scenie BM). Tym bardziej, że zetknąłem się może z dwoma przypadkami tego typu, że ktoś wypisywał, że wydaję same gówno.

Z serii abstrakcyjnych. Jakie wydawnictwo 2014 roku byś wydał jako swoje?

Nie myślę w tych kategoriach. Ze wszystkich zespołów, którym chciałem wydać płytę i na których mi szalenie zależało, nie udało się tylko jednego, ale wydałem im demo na kasecie. Wiadomo, że nie można wydać wszystkiego, co by się chciało. Nie jest tak, że słuchając jakiejś płyty żałuję, że nie wyszła u mnie. Oczywiście, że mogę zazdrościć innym kolegom wydawcom płyt sprzedających się jak pojebane, ale często takie wymagają nakładów finansowych, na które jeszcze nie jestem w stanie sobie pozwolić. Niemniej, wszystko przede mną. I tak uważam, że przez rok udało się sporo zrobić jak na label z małym budżetem, więc nie ma co marudzić.

Sigihl - Trauermärsche (and a tango upon the world's grave)Nie miałeś obaw o płytę Sigihl? To dość ciężkostrawna muzyka aczkolwiek strzał okazał się chyba mocno trafiony?

O odbiór niby zawsze się boję, jednak mam te wewnętrzne przekonanie, że wydawane przez Arachnophobię płyty jednak prezentują jakiś poziom zarówno muzyczny jak i wizualny. Nawet bym polemizował ze stwierdzeniem, że Sigihl jakoś znacząco odstaje od jakiejś mediany, profilu wydawniczego, bo jakoś się płynnie wpasowuje w całość. A, że jest z pewnością czymś innym na polskiej scenie, to zdecydowanie plus (nawet marketingowo – sprzedażowy), bo to już nie te czasy, kiedy ekstremalna muzyka musiała być tworzona wg jakiegoś świętego wzorca i jakiekolwiek wybicie się poza schemat skazywało artystów na scenową banicję.

Właściwie wszystkie Twoje wydawnictwa miały bardzo pozytywny odbiór. Ile w tym wszystkim zależy od czynników innych niż sama muzyka?

Nie mam pojęcia. Faktycznie wszystkie płyty wydane przeze mnie w 2014 roku spotkały się z bardzo dobrymi opiniami i nie mnie rozsądzać na ile w tym samej muzyki, na ile sztuczek z zakresu PRu, marketingu itp. a na ile kwestii wspólnej flaszki czy zwyczajnej znajomości z redaktorami. Z drugiej strony pokaż mi wydawcę, który nie koleguje się z żadnym dziennikarzem, nie spożywają razem trunków czy zwyczajnie się nie lubią. No padły takie oskarżenia od red. Łysego Robaka czy redaktorów z Radia Afera, ale przecież z dnia na dzień nie zacznę udawać chuja czy też nie zerwę znajo z redaktorami, by przypadkiem po znajomości nie dali te 0,5 pkt do recenzji więcej.

Największe zaskoczenie ubiegłego roku?

Chyba, to że w trasie benzynowy V6 wcale nie musi palić więcej od diesla :) Z rzeczy związanych z muzyką to muszę przyznać, że najbardziej mnie zaskoczyło „moich” pięć płyt efektem końcowym. Wydania uzgadnialiśmy na etapach przez miksami, a efekt końcowy każdej z nich wyrwał mnie z kapci.

Odraza - Esperalem TkaneMoże to najmniej oryginalne pytanie lecz mimo to ciekawe. Jak doszło do założenia Arachnophobia Records?

W latach dziewięćdziesiątych wydawałem zine’a. Wyszły cztery numery. Później też ze średnim raczej skutkiem bawiłem się w dziennikarza muzycznego w paru tytułach. Od zawsze chciałem jednak mieć wytwórnię i wiedziałem, że będę w tym dobry :) Czekałem tylko na właściwy dla mnie czas.

Jak widzisz jej przyszłość? Planujesz może rozszerzyć działalność?

Plan jest taki, by Arachnophobia była najlepszą wytwórnią w kraju. Niekoniecznie największą, ale najlepszą, pod każdym względem. Może ktoś uznać to za buńczuczne, ale założenie od początku było takie, a nie inne i cel również jasno wyznaczony.

Czego nigdy byś nie wydał?

Oj, wielu kapel. Wiesz, musi mi się muzyka podobać, musi być jakieś porozumienie między nami, nawzajem musimy się szanować. Nawet nie musimy mieć takich samych poglądów (chociaż oczywiście z jakimiś katolikami, nazistami czy straight edge nie doszedłbym raczej do porozumienia), ale w pewnych kwestiach potrzebny jest ten wspólny mianownik. O, na pewno nie wydałbym kapel z tym młodzieńczym pędem do robienia kariery za wszelką cenę, z tym żenującym podlizywaniem się do odbiorców i jeszcze paroma cechami, które mnie wkurwiają niemiłosiernie.

Na koniec przedstaw proszę swoje TOP 10 najlepszych albumów 2014 roku i poproszę o więcej takich perełek jak Odraza czy Eerie.

Nie namówisz mnie na to! Już raz się namówiłem i skompromitowałem się kompletnie, bo okazało się, że dwie płyty z wymienionych przeze mnie płyt okazały się rok wcześniej, a jedna rok później. Ja z reguły jestem dość opóźniony z nowościami o parę lat, więc grzecznie odmówię.

Mam nadzieję, że kolejne perełki będą. Oby szczęście do bdb hordes mnie nie opuściło! Hails!

www.arachnophobia.pl

Odpowiadał: Krzysztof Słyż
Pytał: Rafał ‚Rimmon’ Brzeziński





the best of


video


facebook

menu