Recenzja: Nebelkrahe – Lebensweisen

Nebelkrahe - LebensweisenNEBELKRAHE

Lebensweisen (2013)

Niemcy, Mighty Music, Black Metal

“This is madness!”. Gdzie ja zawędrowałem, powiedzcie mi szczerze… czy jest stąd jakaś droga ucieczki? Niemiecki black metal zdrowo przeorał mi zwoje pod kopułą. Cóż za mocarne brzmienie i konkretny nakurw. Przypomniało mi się Eisregen i Dornenreich w jednym tylko, że i tak bardziej agresywnie (czytaj: z laniem po mordzie). Gitarowa ekspresja jest tu niezwykle ważna i niesłychanie niezależna. Poza chyżym wokalem, drącym japę z niezapomnianym oddaniem, gitary ciągną cały ten powóz. Rżną powietrze niczym kosiara spalinowa. Dosłownie i w przenośni. Nie chodzi mi o to, że są zlane a wręcz odwrotnie. Chodzi raczej o ich manierę, która jest bardzo bezkompromisowa i te swoje specyficzne melodie, bardzo nachalnie imputuje słuchaczowi. Zależy od podatności na tego typu zachowania no i na język niemiecki, który jął wypływać żwawo z mych uszu już kilka sekund po odpaleniu „Lebensweisen”. Zastanawiam się czy dokoptowanie instrumentów smyczkowych i gitary elektro-akustycznej miało przywołać skojarzenia z Lacrimosa (albo co gorsza z wczesnym Theatre Of Tragedy?). A może miał to być dowód na to, że zespół posiadł zmysł kompozytorski i chce eskalować go na słuchaczu? Mam nadzieję, że nie bo te zabiegi są miałkie. Nic nie wnoszą a zespół traci na powadze.

Wnioskując po zdjęciach Nebelkrahe, powinienem obcować z awangardą. Tak nie jest, jednak nie powiem aby ten materiał nie przypadł mi do gustu w jakimś stopniu. Poza tym, że dostajemy w ręce takie trochę „późne rokoko” to jest to niezwykle bogate doświadczenie muzyczne. Przede wszystkim, należy pozazdrościć i pogratulować umbrA, oddania i energii jaką wkłada w tą robotę. Wokale są z jednej strony, mocną stroną tej kapeli ale mogą też wkurwić. De gustibus… Mi się podobają choć ckliwe skowyty płci przeciwnej, spowodowały raczej słabe odczucia (mówiąc delikatnie). Nie wiem czemu mają służyć te przestoje czy funk’owe zagrywki w „Mut And Demut”. Jestem na to za głupi. Nie chwytam w locie tego konceptu, może za dwa miesiące… Podoba mi się sposób w jaki Nebelkrahe oszukuje słuchacza. Przedstawia bardzo proste rzeczy w taki sposób, że ma się wrażenie nie wiadomo jakich wyczynów. Są ubrane w lekko-ekstremalną szatę i zagłuszone germańskim słowem i wychodzi na to, że zespół jest z wyższej półki. Śmiem twierdzić, że jest zgoła inaczej ale wolę nie wyprowadzać siebie z błędu. Jest dobrze jak jest i nawet prostackie klawisze tego nie popsują do spółki z nużącą perkusją. Bolączką tej kapeli jest powtarzalność. „Lebensweisen” trwa ponad 61 minut a kompozycji jest 8 co daje średnio ponad 7,5 minuty na „piosenkę”. Dużo za dużo zważając na fakt, że każda opiera się na tych samych patentach. Jest zwolnienie, przyspieszenie, akustycznie i solowo, granie w tempo, czyste wokale i skrzek oraz klawiszowo-orkiestralny mariaż. Sporo? Owszem ale tak jest praktycznie w każdej kompozycji. Z powodzeniem można było zostawić pięć sztuk bo właściwie już po trzech, usłyszymy wszystko co zespół ma do zaoferowania. Jestem w rozterce. Z pewnością jest to muzyka dla niewymagającego słuchacza. Ładnie wyprodukowana, czasem agresywna… taka młodzieżowa. Ja już się najadłem, dziękuję. Po krótkim namyśle, powstrzymam się od oceny, może za dwa miesiące…

Versucher
Mit Glut auf den Lippen
Mut & Demut
Der Flaneur
Lebenswaisen
Das Karussell
Macht & Ohnmacht
Ebenbürdig

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *