Recenzja: Cryptopsy – Cryptopsy

Cryptopsy - CryptopsyCRYPTOPSY

Cryptopsy (2012)

Kanada, Self-released, Brutal Technical Death Metal

Muszę przyznać z nieskrywanym entuzjazmem, że dwie premierowe kompozycje z tego materiału gnębię odkąd tylko wypłynęły do sieci i po dziś dzień jestem wpiekłowzięzty. Już na wstępie pomijam durne tytuły kompozycji, które zdają się być jedynie kpiną ale nie mają dla mnie większej wartości. Ważne, że muzyka tych Kanadyjczyków znowu sprawiła, że mam na twarzy nieustępujący uśmiech od ucha do ucha. Zdaje się, że Panowie wzięli do serca krytykę i masowy odzew społeczności plujący jawnie na poprzednika czyli „The Unspoken King”. Większość wyznawców tych ekstremistów potraktowała to jako misję samobójczą w stylu Akhmeda – „podopiecznego” Jeff’a Dunham’a. Chwała rogatemu, że muzyka Cryptopsy ponownie rozerwała mi czaszkę!

Pierwszy i najbardziej zauważalny progres wyniknął ze strony (poprzednio) zjebanego wokalu. Śmiem twierdzić, że chłopak nabrał ogłady i nauczył się przetwarzać kwas żołądkowy w należyty sposób. Wali świniakiem na kilometr i pomimo kilku nie zobowiązujących partii, chłopak potrafi wydobyć niskie oktawy zniesmaczonego odbytu w fazie rem. Jest moc i bardzo się cieszę bo nie słyszę tu skurwiałego deathcore’a tylko należyty, technicznie brutalny, death! W trakcie zatrzymań eksplodują nam basowe solówki, doskonale znane z pierwszych wydawnictw zespołu! Miód na me uszy z racji tego, że są nienaturalnie ekstremalne i inteligentnie rozplanowane. Czego jeszcze można się spodziewać? Jazz’owych improwizacji, ot co. Nadają awangardowy wydźwięk ale nie zmieniają ekstremalnej formy prezentowanej przez zespół. Jon Levasseur rządzi na tym polu, powiadam Wam! Odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Kto inny jest w stanie ożywić legendę jak nie jej współtwórca? Kompozycje są kurewsko dzikie i przypominają mi „None So Vile”. Technika jaką dysponują przywraca nadzieję na rozwój gatunku. Cryptopsy potwierdza, że staje obok Suffocation i Cephalic Carnage w czołówce światowego urywania łba w sposób wulgarnie, techniczny. Zespół porusza się po całej skali w górę i w dół a przy okazji serwuje niezwykle przemyślane solówki. Nie są to długie popisy ale wirtuozerii nie można im odmówić. Nie są wyrwane z kontekstu a idealnie wpasowują się w kanał dożylnej dystrybucji. Nie mogę nie poświęcić akapitu dla Flo Mounier’a. Kręgosłup zespołu zrobił kawał piekielnie dobrej roboty. Jego stopa jest jak oszalały jeżozwierz goniący pokarm. Nie sposób nie rozdziawić paszczy przynajmniej raz – nad potęgą i panowaniem nad perkusją w jego wykonaniu. Ten człowiek wie co znaczy „na bogato”. Nie raz miałem wrażenie, iż me uszy zaleje ciecz koloru bordo a moim zachwytom nie było końca. Tempo i siła z jaką wgniecie Was w fotel nie jest czymś popularnym, nawet na scenie ultra-brutal-death metalowej. Ten człowiek to maszyna do zabijania i jeden z najbardziej ekstremalnych perkusistów ever (zaleciało hipsterstwem ale jebiemieto). Doskonały powrót do formy i odkupienie grzechu, nazwanego hucznie „The Unspoken King”. Wybaczam…

Cryptopsy – potęga i chwała na wieki! Miejmy nadzieję, że tak pozostanie. Parę lat temu, bliski byłem wytatuować sobie ich logo a potem dziękowałem Rogatemu, że powstrzymałem swe rządze. Może jednak niesłusznie…

10/10
Two-Pound Torch
Shag Harbour’s Visitors
Red-Skinned Scapegoat
Damned Draft Dodgers
Amputated Enigma
The Golden Square Mile
Ominous
Cleansing the Hosts
Tagi:




the best of


video


facebook

menu