Wolverine (Szwecja)

WOLVERINE

Stefan Zell (wokal), Szwecja
www.wolverine-overdose.com

Pierwszy zespół progresywny na łamach Warheim. Mam zamiar kontynuować ten proceder, gdyż Stefan, wokalista Wolverine okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Łączą oni w swoich kompozycjach niebywale emocjonalne stany pokroju Anathema i progresywne dźwięki nie dające się jednoznacznie porównać do czegokolwiek. Stefan opowiedział nieco o planach na przyszłość, swoich inspiracjach i co najważniejsze – ich ostatniej płycie – „Cold Light Of Monday”.

Wolverine

Na waszej płycie „Cold Light Of Monday” wyraźnie da się odczuć inspiracje tak skrajnymi zespołami jak chociażby Anathema i Dream Theater (dobrze strzelam? hehe). Wg. mnie, świetnie łączycie elementy melancholijne z progresywnymi pejzażami.

Dream Theater był dla nas wczesną inspiracją tak jak wiele innych progresywnych zespołów. Prawde mówiąc, nie słuchamy ich zbyt często ostatnimi czasy. Jeśli chodzi o Anathema to ja nie słucham ich wogóle ale wiem, że mój brat słucha ich często, tak samo jak Per, więc napewno mieli wpływ na muzykę zawartą na tym albumie. Tym bardziej, że Mikael jest ostatnio głównym kompozytorem w zespole. Marcus napisał także sporo na tą płytę a słucha on takich zespołów jak Depeche Mode. Należałoby zatem umieścić je wśród tych kapel, które miały wpływ na muzykę na „Cold Light Of Monday”.

Uważam, że wasza muzyka zawiera w sobie wiele emocji czyli czegoś o czym niestety wiele zespołów zapomina. Jest ona bardzo ekspresyjna i sama tworzy przed słuchaczem obrazy. Trudno jest przelewać uczucia na nuty?

Dla mnie, muzyka opiera się właśnie na różnych emocjach. Niech to będzie agresja, smutek, szczęście czy cokolwiek innego. Nie mam problemu z przelewaniem różnych emocji na muzykę, co więcej, ukazywanie uczuć według mnie jest głównym założeniem muzyki.

To co się dzieje na „Cold Light…” czytelnicy mogą wyczytać w recenzji a mógłbyś nam opisać wasz debiutancki krążek „The Window Purpose”? To podobne albumy czy wręcz odwrotnie?

Powiedziałbym, że „The Window Purpose” jest „zwyklejszym” albumem progresywnym niż „Cold Light Of Monday” jednakże ciągle brzmi jak Wolverine. Można by powiedzieć, że „Cold Light Of Monday” jest albumem luźniejszym stylistycznie przy czym „The Window Purpose” jest bardziej metalowy. Myślę, że to jest główna różnica.

Zespół powstał w roku 1995. Jak bardzo zmienił się skład Wolverine przez ten czas? Mieliście jakieś większe problemy ze składem kiedykolwiek tak, żeby istnienie zespołu stanęło pod znakiem zapytania?

Mieliśmy kilka zmian składu do tej pory i tak, czasami było ciężko utrzymać zespół przy życiu ale koniec końców udało się i myślę, że uczyniło to nas silniejszymi. Nie widzę takiej możliwości byśmy zrezygnowali w najbliższym czasie jednakże ostatnio mieliśmy małą zmianę w składzie. Per Broddesson opuścił zespół po 4 latach wspólnego grania. Oczywiście smutno rozstawać się z ludźmi po tak długim czasie wspólnego grania ale uważam, że obu stronom (zespołowi i Per’owi) ta zmiana wyjdzie na dobre.

A tak z innej beczki. Kim jest pani z okładki? Czyżby to Tytułowa Sarah? Skąd właśnie taki koncept na okładkę? Muszę przyznać że pasuje mi ten pomysł do samej muzyki.

Dziewczyna z okładki to siostra naszego dobrego przyjaciela. Obrazuje ona „Sarah”, która jest główną bohaterką historii, którą opowiada album. Wszystkie pomysły na oprawę płyty przyszły w czasie pisania piosenek. Chcieliśmy stworzyć coś, co byłoby „prawdziwe” w pewnym sensie. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się zrobić sobie zdjęcia i użyć ich tak jak zostały wykonane – nie dodając zupełnie nic. Jestem naprawdę zadowolony z tej oprawy. Myślę, że to najlepsza oprawa graficzna płyty jaką do tej pory mieliśmy.

Teraz trochę o warstwie lirycznej. Po pierwsze: wyrazy uznania za ciekawe teksty. Po drugie: zauważyłem ciąg dalszy konceptu okładki, gdyż wszystkie teksty „Cold Light…” odnoszą się do pewnej kobiety. Bardzo jestem ciekawy czy chodzi tu o konkretną osobę czy to poprostu taki koncept? Wyszedł ten zabieg bardzo ciekawie i muszę przyznać że przypadł mi bardzo do gustu. Opowiedz proszę o powstawaniu tych tekstów.

Pomysł na koncept przyszedł do mnie w trakcie pracowania z młodzieżą pochodzącą z bardzo zróżnicowanych środowisk. Niektórzy z nich przeszli naprawdę wiele i nigdy nie przestałem być zaskakiwany jakich okropnych rzeczy doświadczyli. Chciałem jednak by nasza historia kończyła się pozytywnie jako, że czułem potrzebę podkreślenia faktu, że zawsze jest światełko na końcu tunelu. Wierzę, że nie ważne jak źle się układa – zawsze można tak pokierować losem by znowu cieszyć się życiem. Historia „Cold Light Of Monday” opowiada o młodej dziewczynie o imieniu Sarah. Towarzyszymy jej w bardzo trudnych chwilach jej życia.

Ciąg dalszy poprzedniego pytania. Chodzi mi tym razem o proporcje muzyczno-liryczne. Często spotykam się z opinią muzyków, że nie ważna jest dla nich warstwa liryczna ich zespołów a znaczenie ma sama muzyka. Z podobnym zdaniem spotkałem się u wielu fanów muzyki metalowej. Niestety trochę tego nie rozumiem gdyż dla mnie teksty i muzyka to spójna i ważna całość. Jak jest u was? Napracowaliście się chyba nad oprawą liryczną płyty… kto, tak wogóle, jest za nie odpowiedzialny?

Uważam zdecydowanie, że muzyka i teksty są równie ważne. Muzyka daje siłę tekstom i vice versa. Nie mógłbym nigdy napisać piosenki, która nie ma nic do przekazania. Uważam to za zupełnie bezcelowe. Za teksty w Wolverine jestem odpowiedzialny wyłącznie ja a chłopaki piszą muzykę. Znaleźliśmy naprawdę dobry sposób pracy razem przez co tworzenie nowego materiału jest czymś co naprawdę kocham robić.

Muszę przyznać, Stefan, że masz świetne predyspozycje wokalne. Nie doszukałem się w Twojej biografii żadnych znamion szkoły muzycznej. Jak do cholery udało Ci się osiągnąć taki poziom hehe. Wokalizy na „Cold Light Of Monday” wyszły Ci świetnie i w dodatku nie brzmią jak co drugi zespół progresywny. Nie uwierzę że doszedłeś do takiego poziomu śpiewając codziennie piosenki Queensryche :)

Ha, ha! Wielkie dzięki! Właściwie to zacząłem śpiewanie od „Operation: Mindcrime” w domu jak wspomniałeś ale oczywiście śpiewałem także z wieloma innymi zespołami przez lata. Nauka poprzez ćwiczenia to coś co w moim przypadku się udało ale szczerze mówiąc, ciągle czuję się jak początkujący. Jest jeszcze tyle czego chciałbym się nauczyć o moim głosie. Mam nadzieję, że to zrobię w przyszłości. Kiedy przychodzi do nagrywania wokali na albumy, wielce pomocny jest mi Oliver Philipps, który pracuje w Spacelab gdzie zwykle nagrywamy. Pracuje się z nim doskonale i wątpie by bez niego wokale były choć w połowie tak dobre jak są obecnie. Zawsze zauważa to czego mi się nie udaje i sprawia, że udaje mi się osiągnąć dobre wyczucie albumu. Jestem mu naprawdę wdzięczny za jego pomoc. Powód, dlaczego wokale „nie brzmią jak co drugi zespół progresywny” jest taki, że mało już słucham takiej muzyki. Zdałem sobie także sprawę, że nie mam predyspozycji żeby śpiewać np. piosenki Queensryche [chodzi o górne partie wokalne – dop. Rimmon]. To jest też bardzo ważna lekcja jaką odebrałem: żeby uświadomić sobie swoje możliwości i ograniczenia. Kiedy to wiemy, możemy zrobić znacznie więcej z tym co mamy.

Jako, że nie ma jeszcze na waszej stronie informacji odnośnie minionych koncertów, prosiłbym abyś opowiedział nieco o edukacji scenicznej Wolverine. Graliście koncerty z których byliście wyjątkowo dumni?

Myślę, że zagraliśmy już prawie sto koncertów w ciągu istnienia Wolverine. Chciałbym by było ich więcej ale naprawdę ciężko o dobre koncerty obecnie. Niektóre z nich, które dobrze wspominam to np. pierwszy koncert jaki zagraliśmy na ProgPower w 99. Koncert, który zagraliśmy dzień wcześniej (który jednocześnie był pierwszym koncertem poza granicami Szwecji) a także koncert jaki daliśmy w zeszłym roku w Londynie razem z Anathema. Granie w Londynie było dla nas bardzo ekscytujące i mam nadzieję, że wrócimy tam kiedyś.

…A może wyjątkowo nie zadowoleni?

Nie uważam byśmy zagrali jakieś strasznie złe koncerty… no, może jeden… było to dzień po moich urodzinach. Wieczorem, przed koncertem, imprezowaliśmy a następnego dnia moje gardło było w opłakanym stanie i zagraliśmy gówniany koncert. Na szczęście było to w naszym rodzinnym mieście Söderhamn więc na widowni byli w większości nasi bliscy znajomi. Normalnie nigdy nie piję przed koncertem jako, że moje gardło ciężko to znosi.

Mija już dokładnie rok od wydania „Cold Light Of Monday”. Jestem bardzo ciekawy kiedy można będzie zanurzyć się w dźwiękach nowego wydawnictwa Wolverine. Jak wyglądają prace nad nowym wydawnictwem? Są takowe? Możesz nam zdradzić jakieś ciekawostki odnośnie jego?

Obecnie ciężko pracujemy nad nowym materiałem i idzie nam całkiem nieźle. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będziemy nagrywać w Spacelab w lipcu. Materiał jest cięższy i szybszy niż „Cold Light…”. Dla mnie jest to cudowne wyjście, gdyż bardzo chciałem grać więcej żywszych piosenek na naszych koncertach. M

yślę, że album ten będzie logiczną kontynuacją „Cold Light…”.

Niewątpliwie stworzyliście album bardzo przyjemny w odbiorze i dość przystępny. Ciekawi mnie jakie zebraliście recenzje na świecie za „Cold Light…”? Mam nadzieję że został on należycie doceniony :)

Z jednej strony dostaliśmy za „Cold Light…” najlepsze recenzje jak do tej pory za album. Szczególnie w większych pismach typu Kerrang! i Metal Hammer. Z drugiej jednak dostaliśmy najgorsze recenzje jak do tej pory. Duże, szwedzkie pismo uznało ten album za żart… Uważam jednak, że sztuka powinna poruszać ludzi. Jeśli wszyscy uważali by, że album jest OK i nic więcej – uznałbym to za porażkę. Teraz udało nam się zmusić ludzi by mieli własne zdanie na temat albumu i to mnie bardzo cieszy. Nie ma znaczenia czy uważają go za najgorszą płytę jaka kiedykolwiek powstała albo za genialne odkrycie.

Masz jakieś ulubione fragmenty na „Cold Light Of Monday”? Na mnie np. zawsze robi wrażenie refren z „New Best Friends” czy chociażby ten z „Tied With Sin” i to tylko wierzchołek góry lodowej.

Jak już wspomniałeś, uważam „New Best Friends” za bardzo potężną piosenką. Innym moim ulubieńcem jest „Carousel”. Myślę, że obie wyszły świetnie.

A teraz jeszcze bardziej standardowe pytanie. Chodzi o wpływy i inspiracje. Poza tym co wyczytałem na stronie czyli Kiss, Queensryche czy Dream Theater. Czego słuchają i kogo uważają za wzór muzycy Wolverine obecnie?

Słucham dużo popu i rocka. W chwili obecnej słucham dużo Richard’a Marx’a, Bee Gees i innych starszych rzeczy. Tym samym jednak uwielbiam słuchać Judas Priest. W każdym gatunku można znaleźć dobre zespoły, trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać. Szczerze mówiąc – nie wiem czego słuchają chłopaki z zespołu w tej chwili.

A teraz już chyba trochę archaiczne pytanie w stosunku do Wolverine. Pewnie zadawane wam nie raz. Dlaczego właśnie Wolverine? Skąd pomysł na tą nazwę? Mi, jak pewnie i większości, skojarzyła się ona na początku z bohaterem X-Men’a ;). Czy skojarzenie jest trafione?

Właściwie to twój strzał jest całkiem celny. Nazwa zespołu jest stałym tematem rozmów. Osobiście nienawidzę tej nazwy ale byłoby nieco dziwnym zmieniać ją teraz kiedy ludzie zaczynają wiedzieć kim jesteśmy. Wolverine zostało wymyślone kiedy Marcus i ja rzucaliśmy pomysły na nazwę (w 1995 roku). Wtedy nasza muzyka była bardziej death metalowa i uznaliśmy, że Wolverine brzmi fajnie i dodatkowo byliśmy oboje fanami Marvela. Dzisiaj jesteśmy już starsi i uznaję to za głupie. Nie mówi nic o muzyce jaką gramy i dla wielu ludzi jest to poprostu niedorzeczna nazwa. Myślę jednak, że utknęliśmy z nią na dobre…

Zawsze byłem ciekaw, jak przebiega proces komponowania w zespole progresywnym. Mógłbyś conieco powiedzieć o tym jak to wygląda u was? Urządzacie sobie jam session czy jedna osoba komponuje muzykę?

Można powiedzieć, że obie z tych rzeczy. Normalnie ktoś tworzył jakiś materiał w domu, potem przynosił to na próbę. Wtedy reszta wychodziła z sugestiami zmian albo ulepszeń dopóki nie mieli napisanego dobrego materiału. Wtedy brałem takie nagranie i pisałem teksty i linie wokalne. Wiele razy miałem pomysł na temat o którym chciałem napisać tekst i prosiłem chłopaków, która dobrze komponowała by się z danym tematem. Mówiłem im wtedy jaki feeling musi mieć dana zwrotka czy wers a jak ma brzmieć refren. Działa to niezwykle dobrze i nie zmienił bym tego procesu komponowania.

Zaiste, konkurencja jest duża, jako że mamy tutaj w Szwecji dobrą scenę. Myślę jednak, że zawsze jest miejsce dla zespołów, które mają własne brzmienie – wierzę, że my takie mamy. Może nie sprzedajemy tysięcy płyt w Szwecji ale wiem także, że nie przeszliśmy nie zauważeni. Kiedy wyprodukowaliśmy nasze dema, sprzedaliśmy je tylko przyjaciołom więc nie znaliśmy reakcji ludzi spoza naszego miasta. Oczywiście zagraliśmy kilka koncertów i sprzedaliśmy kilka dem podczas tych występów ale zawsze było ciężko znaleźć dobry koncert. Reakcje jakie zauważyliśmy po tych demach napędziły nas na tyle by starać się być najlepszymi jak to możliwe i starać się podpisać kontrakt płytowy w przyszłości co jest oczywiście marzeniem większości młodych kapel. Na szczęście udało nam się to osiągnąć i będę szczęśliwy tak długo jak będziemy wydawali płyty. Nie ma dla mnie znaczenia czy sprzedamy 5000 czy 100 000 kopii. Oczywiście pieniądze by się nie zmarnowały gdybyśmy sprzedali te 100 000…

Jeśli jesteśmy już przy tym temacie, to chciałbym zapytać (jeśli wiecie) w jakich nakładach rozeszły się wasze wydawnictwa?

Myślę, że 2 pierwsze sprzedały się w ilości 3000 kopii. „Cold Light Of Monday” sprzedał się w ilości 2000 kopii w pierwszym miesiącu. Nadal nie wiem jak to wygląda obecnie gdyż ciągle czekamy na zestawienie sprzedaży od wytwórni. Bylibyśmy bardzo szczęśliwi, gdybyśmy dobili do 5000 kopii ale szczerze mówiąc – nie uważam byśmy do tylu doszli bez właściwej trasy a ta niestety nas jeszcze nie spotkała. Mamy jednak nadzieję na trasę z okazji wydania kolejnego albumu.

Na koniec chciałem jeszcze zapytać o wasze koneksje w świecie progresywnym. Muzyków jakich kapel udało wam się poznać w trakcie waszej muzycznej kariery? Byli jacyś wielcy tego gatunku?

Spotkałem kilku muzyków przez te lata ale jeśli chodzi ci o „gwiazdy” progresywnej sceny to myślę, że mówisz o Queensr˙che, Dream Theater i im podobnych. W tym wypadku, wymieniłem z nimi tylko kilka słów po ich koncertach jak każdy inny fan. Pain Of Salvation robi się coraz większe w ostatnim czasie i znamy ich całkiem nieźle. Odwiedzaliśmy się wzajemnie kilkakrotnie ale nie utrzymujemy stałego kontaktu. Jak narazie nie kręcimy się z tymi wielkimi. :-)

Dzięki za wywiad i gratuluję świetnej płyty! Chciałbyś dodać coś na koniec?

Dziękuję za czytanie tego wywiadu i mam nadzieję, że zainteresujecie się naszą ostatnią płytką jaką jest „Cold Light Of Monday”. Kto wie, może się wam spodoba ;-) Dzięki Rimmon za twoje zainteresowanie zespołem. Pokój!

Na waszej płycie „Cold Light Of Monday” wyraźnie da się odczuć inspiracje tak skrajnymi zespołami jak chociażby Anathema i Dream Theater (dobrze strzelam? hehe). Wg. mnie, świetnie łączycie elementy melancholijne z progresywnymi pejzażami.
Dream Theater był dla nas wczesną inspiracją tak jak wiele innych progresywnych zespołów. Prawde mówiąc, nie słuchamy ich zbyt często ostatnimi czasy. Jeśli chodzi o Anathema to ja nie słucham ich wogóle ale wiem, że mój brat słucha ich często, tak samo jak Per, więc napewno mieli wpływ na muzykę zawartą na tym albumie. Tym bardziej, że Mikael jest ostatnio głównym kompozytorem w zespole. Marcus napisał także sporo na tą płytę a słucha on takich zespołów jak Depeche Mode. Należałoby zatem umieścić je wśród tych kapel, które miały wpływ na muzykę na „Cold Light Of Monday”.
Uważam, że wasza muzyka zawiera w sobie wiele emocji czyli czegoś o czym niestety wiele zespołów zapomina. Jest ona bardzo ekspresyjna i sama tworzy przed słuchaczem obrazy. Trudno jest przelewać uczucia na nuty?
Dla mnie, muzyka opiera się właśnie na różnych emocjach. Niech to będzie agresja, smutek, szczęście czy cokolwiek innego. Nie mam problemu z przelewaniem różnych emocji na muzykę, co więcej, ukazywanie uczuć według mnie jest głównym założeniem muzyki.
To co się dzieje na „Cold Light…” czytelnicy mogą wyczytać w recenzji a mógłbyś nam opisać wasz debiutancki krążek „The Window Purpose”? To podobne albumy czy wręcz odwrotnie?
Powiedziałbym, że „The Window Purpose” jest „zwyklejszym” albumem progresywnym niż „Cold Light Of Monday” jednakże ciągle brzmi jak Wolverine. Można by powiedzieć, że „Cold Light Of Monday” jest albumem luźniejszym stylistycznie przy czym „The Window Purpose” jest bardziej metalowy. Myślę, że to jest główna różnica.
Zespół powstał w roku 1995. Jak bardzo zmienił się skład Wolverine przez ten czas? Mieliście jakieś większe problemy ze składem kiedykolwiek tak, żeby istnienie zespołu stanęło pod znakiem zapytania?
Mieliśmy kilka zmian składu do tej pory i tak, czasami było ciężko utrzymać zespół przy życiu ale koniec końców udało się i myślę, że uczyniło to nas silniejszymi. Nie widzę takiej możliwości byśmy zrezygnowali w najbliższym czasie jednakże ostatnio mieliśmy małą zmianę w składzie. Per Broddesson opuścił zespół po 4 latach wspólnego grania. Oczywiście smutno rozstawać się z ludźmi po tak długim czasie wspólnego grania ale uważam, że obu stronom (zespołowi i Per’owi) ta zmiana wyjdzie na dobre.
A tak z innej beczki. Kim jest pani z okładki? Czyżby to Tytułowa Sarah? Skąd właśnie taki koncept na okładkę? Muszę przyznać że pasuje mi ten pomysł do samej muzyki.
Dziewczyna z okładki to siostra naszego dobrego przyjaciela. Obrazuje ona „Sarah”, która jest główną bohaterką historii, którą opowiada album. Wszystkie pomysły na oprawę płyty przyszły w czasie pisania piosenek. Chcieliśmy stworzyć coś, co byłoby „prawdziwe” w pewnym sensie. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się zrobić sobie zdjęcia i użyć ich tak jak zostały wykonane – nie dodając zupełnie nic. Jestem naprawdę zadowolony z tej oprawy. Myślę, że to najlepsza oprawa graficzna płyty jaką do tej pory mieliśmy.
Teraz trochę o warstwie lirycznej. Po pierwsze: wyrazy uznania za ciekawe teksty. Po drugie: zauważyłem ciąg dalszy konceptu okładki, gdyż wszystkie teksty „Cold Light…” odnoszą się do pewnej kobiety. Bardzo jestem ciekawy czy chodzi tu o konkretną osobę czy to poprostu taki koncept? Wyszedł ten zabieg bardzo ciekawie i muszę przyznać że przypadł mi bardzo do gustu. Opowiedz proszę o powstawaniu tych tekstów.
Pomysł na koncept przyszedł do mnie w trakcie pracowania z młodzieżą pochodzącą z bardzo zróżnicowanych środowisk. Niektórzy z nich przeszli naprawdę wiele i nigdy nie przestałem być zaskakiwany jakich okropnych rzeczy doświadczyli. Chciałem jednak by nasza historia kończyła się pozytywnie jako, że czułem potrzebę podkreślenia faktu, że zawsze jest światełko na końcu tunelu. Wierzę, że nie ważne jak źle się układa – zawsze można tak pokierować losem by znowu cieszyć się życiem. Historia „Cold Light Of Monday” opowiada o młodej dziewczynie o imieniu Sarah. Towarzyszymy jej w bardzo trudnych chwilach jej życia.
Ciąg dalszy poprzedniego pytania. Chodzi mi tym razem o proporcje muzyczno-liryczne. Często spotykam się z opinią muzyków, że nie ważna jest dla nich warstwa liryczna ich zespołów a znaczenie ma sama muzyka. Z podobnym zdaniem spotkałem się u wielu fanów muzyki metalowej. Niestety trochę tego nie rozumiem gdyż dla mnie teksty i muzyka to spójna i ważna całość. Jak jest u was? Napracowaliście się chyba nad oprawą liryczną płyty… kto, tak wogóle, jest za nie odpowiedzialny?
Uważam zdecydowanie, że muzyka i teksty są równie ważne. Muzyka daje siłę tekstom i vice versa. Nie mógłbym nigdy napisać piosenki, która nie ma nic do przekazania. Uważam to za zupełnie bezcelowe. Za teksty w Wolverine jestem odpowiedzialny wyłącznie ja a chłopaki piszą muzykę. Znaleźliśmy naprawdę dobry sposób pracy razem przez co tworzenie nowego materiału jest czymś co naprawdę kocham robić.
Muszę przyznać, Stefan, że masz świetne predyspozycje wokalne. Nie doszukałem się w Twojej biografii żadnych znamion szkoły muzycznej. Jak do cholery udało Ci się osiągnąć taki poziom hehe. Wokalizy na „Cold Light Of Monday” wyszły Ci świetnie i w dodatku nie brzmią jak co drugi zespół progresywny. Nie uwierzę że doszedłeś do takiego poziomu śpiewając codziennie piosenki Queensryche :)
Ha, ha! Wielkie dzięki! Właściwie to zacząłem śpiewanie od „Operation: Mindcrime” w domu jak wspomniałeś ale oczywiście śpiewałem także z wieloma innymi zespołami przez lata. Nauka poprzez ćwiczenia to coś co w moim przypadku się udało ale szczerze mówiąc, ciągle czuję się jak początkujący. Jest jeszcze tyle czego chciałbym się nauczyć o moim głosie. Mam nadzieję, że to zrobię w przyszłości. Kiedy przychodzi do nagrywania wokali na albumy, wielce pomocny jest mi Oliver Philipps, który pracuje w Spacelab gdzie zwykle nagrywamy. Pracuje się z nim doskonale i wątpie by bez niego wokale były choć w połowie tak dobre jak są obecnie. Zawsze zauważa to czego mi się nie udaje i sprawia, że udaje mi się osiągnąć dobre wyczucie albumu. Jestem mu naprawdę wdzięczny za jego pomoc. Powód, dlaczego wokale „nie brzmią jak co drugi zespół progresywny” jest taki, że mało już słucham takiej muzyki. Zdałem sobie także sprawę, że nie mam predyspozycji żeby śpiewać np. piosenki Queensryche [chodzi o górne partie wokalne – dop. Rimmon]. To jest też bardzo ważna lekcja jaką odebrałem: żeby uświadomić sobie swoje możliwości i ograniczenia. Kiedy to wiemy, możemy zrobić znacznie więcej z tym co mamy.
Jako, że nie ma jeszcze na waszej stronie informacji odnośnie minionych koncertów, prosiłbym abyś opowiedział nieco o edukacji scenicznej Wolverine. Graliście koncerty z których byliście wyjątkowo dumni?
Myślę, że zagraliśmy już prawie sto koncertów w ciągu istnienia Wolverine. Chciałbym by było ich więcej ale naprawdę ciężko o dobre koncerty obecnie. Niektóre z nich, które dobrze wspominam to np. pierwszy koncert jaki zagraliśmy na ProgPower w 99. Koncert, który zagraliśmy dzień wcześniej (który jednocześnie był pierwszym koncertem poza granicami Szwecji) a także koncert jaki daliśmy w zeszłym roku w Londynie razem z Anathema. Granie w Londynie było dla nas bardzo ekscytujące i mam nadzieję, że wrócimy tam kiedyś.

Tagi:




the best of


video


facebook

menu