Vedonist (Polska)

VEDONIST

Gerhalt (bas), Polska
www.vedonist.com
Autor: Rimmön

Vedonist odważnie kroczy przez ojczystą scenę i pnie się co raz wyżej w ramach technicznego death metalu. Na koncie drugi krążek, nowy kontrakt i sporo koncertowania. Chłopaki angażują się w to co robią i już widać efekty. Bez wątpienia, ścisła czołówka polskiej sceny technical death.

Vedonist

Witaj! Na wstępie chciałem pogratulować udanego albumu i zapytać jak płynie czas w Vedonist?

Cześć, Rimmon! Cieszę się, że nowy album zrobił na Tobie pozytywne wrażenie, bo włożyliśmy w niego mnóstwo pracy. Obecnie intensywnie promujemy krążek w mediach i na koncertach, a także komponujemy materiał na trzecią pełnometrażową płytę. Mamy w Vedonist jasno wyznaczone cele dotyczące rozwoju zespołu i konsekwentnie je realizujemy.

Zacznijmy może od zmian personalnych, które ponoć Was ostatnio dotknęły, lecz na ich temat ciężko cokolwiek odnaleźć. Mam tu na myśli gitarzystę.

Rzeczywiście, po niemal 6 latach wspólnego grania z zespołu odszedł Bunos, który postanowił skupić się na karierze zawodowej oraz swoich nie metalowych projektach. Rozstaliśmy się w zgodzie i wciąż utrzymujemy bardzo dobre kontakty na stopie towarzyskiej. Jego miejsce w Vedonist zajął Hub z rzeszowskiego Banisher i już po kilku wspólnych gigach można stwierdzić, że dobrze wkomponował się w zespół i wniósł sporo pozytywnej energii.

Jaki macie plan na Vedonist? Czy stoi za Wami jakaś idea czy „po prostu” death metal to Wasz żywioł?

Główną ideą Vedonist jest granie muzyki, którą czujemy i której sami z przyjemnością słuchamy – bez kompromisów, bez robienia czegoś „pod publiczkę”. Wszystko poparte musi być wartościowymi tekstami, bo to równie ważny składnik całości, który, niestety, traktowany jest nieco po macoszemu przez większość zespołów metalowych. Poza kwestią czysto artystyczną mamy ponadto plan, którego realizacja pozwala nam na nawiązywanie kontaktów w branży muzycznej, granie coraz większej liczby koncertów czy dotarcie do nowych odbiorców. Pod tym względem zespół jest pewnego rodzaju firmą, która stara się znaleźć dla siebie miejsce na rynku, tyle, że bez eliminacji konkurencji. Podstawą wszystkiego jest więc dobra organizacja, a na tę w zespole nie możemy raczej narzekać.

Co dalej? „The World Of Reversed Decalogue” święci tryumfy w prasie, a o czym myśli teraz Vedonist?

Przede wszystkim wraz z wytwórnią kontynuujemy akcje promocyjne i staramy się umacniać swoją pozycję w metalowym undergroundzie. Nie spoczywamy na laurach po kilku dobrych reckach, lecz chcemy, aby płyty Vedonist trafiły do jak największej liczby rozgłośni radiowych, magazynów i portali internetowych z całego świata. Ponadto wraz z Sophiria Management kreślimy plany koncertowe na druga połowę obecnego oraz na początek przyszłego roku.

Przyjęcie „The World…” w prasie wydaje się być doskonałe. Jak Wy to odbieracie?

Bardzo miło jest przeczytać kilka zajebistych słów o płycie, w prace nad którą włożyło się mnóstwo wysiłku, zarówno tego fizycznego, jak i intelektualnego – w wielu przypadkach daje nam to pozytywnego kopa do dalszego samorozwoju. Bardziej jednak liczy się dla nas odzew zwykłych słuchaczy oraz możliwości nawiązywania nowych kontaktów z organizatorami koncertów, wytwórniami czy też firmami, które chcą nas na różne sposoby wspierać, bo to tak naprawdę ważniejszy wyznacznik potencjału danego krążka. Jeżeli zbierasz same pozytywne opinie w necie, a nie jest to poparte ruchami osób, które chcą zainwestować w band, to nie jest ci to w stanie dać pełnej satysfakcji.

Nowa płyta, nowa wytwórnia. Możesz przybliżyć jak doszło do podpisania kontraktu z Metalbolic?

Metalbolic Records odezwało się do nas po usłyszeniu numerów na naszym profilu MySpace i zaproponowało dobre warunki kontraktowe na wydanie „TWORD”. Nasza dotychczasowa współpraca z Trinity Records HK dobiegła końca, więc nie było przeszkód, aby podpisać nowy deal i tym sposobem znaleźliśmy się pod skrzydłami tego amerykańskiego wydawcy.

Metalbolic, jak wspomniałeś, jest wytwórnią ze Stanów. Jak będzie zatem wyglądała promocja/dystrybucja w Europie?

Sprawy dystrybucji w Europie i innych zakątkach świata zostawiamy na głowie Roba, który jest właścicielem MR. Nie będę jednak ukrywał, że najważniejszy jest dla nas rynek amerykański, gdyż tam nasza muzyka ma największe szanse zaistnienia – już pierwsze ruchy promocyjne i bardzo pozytywny odzew na płytę zza wielkiej wody zdają się potwierdzać tę tezę.

A propos promocji. Z tego co widzę to jesteście w nią bardzo zaangażowani osobiście. Dużo czasu zajmuje Wam głoszenie nazwy Vedonist?

Niewątpliwie rzetelna promocja zespołu undergroundowego wymaga bardzo dużych nakładów czasowych, ale nie narzekamy z tego powodu – Vedonist jest naszą pasją i robimy to z przyjemnością. Jest wiele znakomitych bandów, które z różnych względów zaniedbują ruchy promocyjne, by następnie zawiesić działalność z powodu braku zadowalających efektów. My robimy wszystko, aby Vedonist nie podzielił ich losu.

Skoro wydaje Was Team zza wielkiej kałuży to może pojawią się w planach koncerty w Ameryce tudzież jakieś duże festy?

Myślę, że marzeniem niemal każdego zespołu z naszego podwórka są wojaże po Stanach Zjednoczonych, ale na to jest jeszcze dla nas za wcześnie. Musimy wraz z wytwórnią kontynuować promocję w USA, by móc w przyszłości podczepić się pod nieco bardziej znany zespół i objechać z nimi ziemie amerykańskie – w innym przypadku podzielimy los wielu kapel z różnych części globu, które na swojej pierwszej trasie w Stanach grały po pizzeriach dla garstki osób. Na razie więc jeździmy w trasy po Polsce i myślimy poważnie o pierwszej objazdówce europejskiej.

Porozmawiajmy o sprawcy całego zamieszania czyli nowej płycie. Skąd pomysł na taki, dość ciężki, koncept liryczny?

Album porusza kwestie niemieckich obozów koncentracyjnych w Polsce, które składają się na najczarniejsze momenty historii ludzkości. Temat bardzo ważny, który na zawsze powinien wryć się w świadomość ludzką, ale często przez swoistą abstrakcyjność zapominany. Miałem ponadto osobisty powód, aby napisać ten koncept album, a jest nim fakt, że mój świętej pamięci dziadek, Tadeusz Świątkowski, przeżył koszmar trzech spośród tych kombinatów śmierci. Krążek dedykowany jest właśnie jemu oraz wszystkim tym, którzy doświadczyli życia i śmierci w świecie odwróconego dekalogu.

Krążek jest bez wątpienia bardzo techniczny aczkolwiek Wasze brzmienie i sposób gry nieco ewoluował. Wydaje mi się, że jest nieco mniej melodyjny a bardziej dynamiczny. Jak Wy postrzegacie progres wypracowany w przeciągu 2 albumów?

Progres jest znaczny, zarówno w kwestii kompozycyjno-aranżacyjnej, lirycznej, jak i w samej realizacji nagrania. Utwory są dojrzalsze, struktury bardziej przemyślane, nie ma tu już młodzieńczego szaleństwa charakteryzującego „Awaking To Immortality”, a jednocześnie zostawiliśmy trochę miejsca na spontaniczne zagrywki. Album jest techniczny, ale jednocześnie przystępny poprzez wprowadzenie wspomnianych przez ciebie elementów dynamizujących kompozycje. Melodia siedzi tym razem głównie w solówkach i wydaje mi się, że był to zabieg jak najbardziej trafiony.

Pytanie za 100 punktów. W jakim stopniu jesteście zadowoleni ze swojego nowego materiału teraz, kiedy emocje już z lekka opadły? Dużo macie sobie do zarzucenia czy bilans jest „in plus”?

Jeżeli nagrywasz album na 100% swoich możliwości, to ciężko mieć sobie coś do zarzucenia. W tamtym momencie nie byliśmy w stanie nagrać lepszego albumu i kierując się tym wyznacznikiem jesteśmy z tego krążka bardzo zadowoleni. Wiadomym jest, że chcemy, aby każdy kolejny album był lepszy i nie mam wątpliwości, że przebijemy „The World Of Reversed Decalogue”, ale jest to jedynie wynik naszego rozwoju, a nie pewnych zaniedbań przy komponowaniu drugiego pełnograja. Bilans jest więc zdecydowanie „in plus”, a „TWORD” to dobra, równa płyta metalowa.

Drugi krążek na koncie, a czy nie myśleliście, aby wypluć jakiś klip? Moglibyście zacząć wizualnie promować swoją muzykę.

Myślimy poważnie o teledysku i zapewne po wakacjach powstanie klip do otwierającego nową płytę kawałka „Dehumanized” – w czasach generacji MySpaceYouTube’owej wizualna promocja krążka jest bez dwóch zdań niezwykle istotną kwestią.

Plotki głoszą, że „Awaking To Immortality” zostało ponownie wydane przez Death Solution Prod. w 2007 roku na polski rynek? Zaszły tam jakieś zmiany?

Zgadza się, nasz ówczesny wydawca – Trinity Records HK – podpisał papiery licencyjne z Death Solution i w konsekwencji nasza debiutancka płyta trafiła na polski rynek wraz z magazynem „Mega Sin”. Bardzo odpowiadała nam taka forma promocji, gdyż około 3000 osób miało okazję zapoznać się z naszym krążkiem, a to bardzo przyzwoity wynik jak na nasze warunki. Płytka ukazała się w Polsce w niezmienionej formie, jedynie z logo nowego wydawcy.

Wasza współpraca z Trinity Records zakończyła się na jednym krążku. Byliście zadowoleni z tego kontraktu? Swoją drogą dość daleko wydajecie swoje krążki. Czemu nie w Polsce?

Trinity Records wspierał Vedonist promocyjnie i finansowo, więc nie mieliśmy powodów do narzekań. Zmiana wytwórni podyktowana była postawionymi przez nas warunkami kontraktowymi dotyczącymi „TWORD”, których borykający się z licznymi problemami Soni (właściciel TRHK) nie był w stanie wówczas spełnić. Wtedy do akcji wkroczyło Metalbolic Records i dzięki temu nasz nowy album ukazał się pod banderą amerykańską. Co do Polski, to rynek technicznego metalu jeszcze prawie u nas nie istnieje, więc jedyną nadzieją dla zespołu pokroju Vedonist jest na razie kontrakt zagraniczny.

Skoro piszecie i gracie taką muzykę to musicie skądś czerpać inspiracje. Jakie zespoły sprawiły, że uznaliście techniczny death metal za słuszną drogę? Słuchacie takiej muzyki na co dzień?

Słuchamy bardzo różnorodnej muzyki, często dalekiej od rocka czy metalu, co pozwala nam poszerzać horyzonty i przemycać różne patenty do muzyki Vedonist. Ostatnio byłem na przykład na świetnych koncertach Anny Marii Jopek oraz Ayo, uwielbiam Dave Matthews Band, słucham Muse czy Mike Stern Band. Jeżeli chodzi zaś o słuchane przez nas technikalia, to na pewno trzeba wymienić Necrophagist, The Faceless, Decrepit Birth czy Veil Of Maya, nie zapominając o klasykach z Death czy Cynic na czele. Ciężko jednak postawić tezę, że na tym etapie wymienione zespoły są dla nas bezpośrednią inspiracją czy wzorem do naśladowania.

Mocną stroną Vedonist są zdecydowanie koncerty. Jesteście w trakcie trasy z Hate, a niedługo potem ruszacie z Christ Agony. Jak udaje się Wam zachować tak dużą częstotliwość koncertów?

Po prostu uwielbiamy grać koncerty i często kosztem wielu wyrzeczeń ruszamy w kolejną traskę, aby dotrzeć w miejsca, gdzie nas jeszcze nie było bądź by wrócić tam, gdzie mieliśmy fajne przyjęcie na poprzednich gigach. Ułożone życie zawodowo-rodzinne na pewno nie pomaga w „karierze” rock’n’roll’owca, ale dla każdego z nas Vedonist jest niezwykle istotną częścią życia i jak na razie udaje nam się realizować wszelkie plany koncertowe. Wspomniane przez Ciebie trasy są kolejno siódmą i ósmą w krótkiej historii naszej kapelki, a mamy nadzieję, że to dopiero początek.

W kwestii koncertów. Jak publika reaguje na Waszą muzykę? Nie jest to muzyka „skoczna” i łatwa w odbiorze.

W przypadku naszych występów niezwykle ważny jest dobór utworów – unikamy najdłuższych czy też najbardziej połamanych kawałków, aby publiczność zgromadzona na gigu mogła nie tylko kiwać głowami i słuchać, ale też poczuć koncertowy szał. Wiadomym jest, że kapele z kręgu szeroko rozumianego metalu technicznego nie są bandami typowo koncertowymi, ale na szczęście młynki podczas sztuk Vedonist nie są rzeczą niecodzienną.

Opowiedz mi, na koniec, co nieco o Sophiria Management. Z tego co wiem, jest to zjawisko bezpośrednio powiązane z Vedonist.

Sophiria Management to nowa agencja koncertowa, która należy do naszego perkusisty Schrödera. Zajmuje się organizacją gigów i tras zespołów „gitarowych” od punka do metalu, a wspominane traski z Hate i Christ Agony są jej najświeższym przedsięwzięciem. Wszystkie kapele zainteresowane współpracą odsyłam na stronę internetową agencji: www.sophiria.com

Dzięki wielkie za te krótkie tete-a-tete. Życzę sukcesów i dalszej, udanej ekspansji koncertowej. Ostatnie słowo należy do Ciebie!

Ja również dziękuję, Rimmon! Wszystkich czytelników Warheim zapraszam zaś do zapoznania się z „The World Of Reversed Decalogue” oraz sprawdzenia Vedonist na żywca na nadchodzących koncertach!

Tagi:




the best of


video


facebook

menu