Necrophagist (Niemcy)

NECROPHAGIST

Christian Muenzner (gitara), Niemcy
www.necrophagist.de
Autor: Rimmön

Necrophagist dumnie podtrzymuje przy życiu scenę światowego technicznego death metalu. Co więcej – bardzo szybko znalazł się na jej szczycie. Wirtuozeria i skomplikowane struktury kompozycyjne to dla nich chleb powszedni. Na swoim koncie mają już dwa albumy a w ich głowach rodzi się kolejny – czy będzie to równie przygniatające technicznie dzieło to się okaże a tymczasem zapraszam do rozmowy z Christianem Muenznerem – drugim gitarzystą Necrophagist.

Necrophagist

W zasadzie to pytanie powinienem skierować do Muhammed’a ale jako, że obecnie wszyscy napędzają machinę zwaną Necrophagist mogę zapytać ogólnie. Co pchnęło was do grania muzyki niszowej? Nie oszukujmy się – Niemcy są znane raczej z innego grania.

Tak, wiem. Niemcy są znane z Power Metalu jak Blind Guardian, Gamma Ray czy Helloween albo z Thrash Metalu jak Kreator, Sodom czy Destruction. Bardzo lubię oba te gatunki, nie ma w tym nic złego. Jednak ja i reszta chłopaków z Necrophagist lubimy brutalność i mroczny nastrój Death i Black Metalu a przy tym technikę i złożoność Progressive Metalu, Neoclassical czy Fusion. Jeśli połączysz miłości do tych różnych gatunków – otrzymasz naszą muzykę.

Opowiedz nam, czy poza wami, gra ktoś u was taką muzykę? Osobiście znam chyba tylko 2 kapele – Doomstone i Pavor z czego tą drugą znam tylko z nazwy bo jej nie słyszałem.

Raczej nic mi o tym nie wiadomo ale z drugiej strony nie jestem aż tak bardzo „obyty na scenie” jeśli wiesz o co mi chodzi. Wymienione przez ciebie znam nawet tylko z nazwy. Jest jeden zespół, który nazywa się The Unchallenged. Grają oni naprawdę dobry, techniczny death ale jest on zupełnie różny od naszej muzyki.

Według mnie „Epitaph” jest najbardziej technicznym albumem jaki słyszałem w swoim życiu. Nie wyobrażam sobie jak można skomponować coś bardziej technicznego. Ale przejdźmy do pytania: z tego co wiem, „Onset…” jak i prawie cały „Epitaph” skomponował Muhammed. Czy w przyszłości reszta członków będzie miała większy wpływ na kształt muzyki czy Necrophagist to będzie zespół Muhammeda w którym wy „tylko” gracie? :)

Oczywiście będziemy mieli wpływ na muzykę. Na „Epitaph” napisałem kilka linii basowych i riffów do ostatniego kawałka na płycie, jak również solówki. Reszta załogi dołączyła do zespołu trzy albo cztery tygodnie przed rozpoczęciem sesji nagraniowej więc nie mieli jak dodać czegokolwiek od siebie bo wszystko było już napisane. Na następnej płycie napiszą już swoje linie basową i perkusyjną i miejmy nadzieję ja też dorzucę od siebie trochę riffów a może nawet całych kawałków. To jest poza tym dość trudne. Muhammed przez tak długi czas tworzył ten zespół – ciężko się wgryźć i zacząć myśleć podobnie jak on.

Jak to się stało, że trafiłeś z Defeated Sanity do Necrophagist? Czy to właśnie dla tego drugiego opuściłeś swój pierwotny zespół? Defeated Sanity to był Twój pierwszy zespół?

Pierwszy raz usłyszałem Necrophagist gdy byłem jeszcze w Defeated Sanity ale jeszcze przed wypuszczeniem „Onset…”. Poznałem ich ponieważ ich demo z 95 roku znalazło się na tej samej składance co Defeated Sanity. Byłem kupiony odkąd ich usłyszałem. Wkrótce po wydaniu „Onset Of Putrefaction”, Necrophagist stał się jednym z trzech moich ulubionych zespołów wszechczasów. Defeated Sanity opuściłem zanim dołączyłem do Necro. Czułem, że mamy inne cele muzyczne. Kiedy ja chciałem grać bardziej Neoklasycznie i melodyjnie to oni pragnęli jeszcze głębiej brnąć w naprawdę brutalnym kierunku. Przez to nasze drogi się rozeszły. Prawdę mówiąc to Lille (perkusista) z Defeated Sanity pomógł mi dostać się na przesłuchanie do Necrophagist. Kiedy przeprowadził się do Berlina poznał jakichś kolesi, którzy byli przyjaciółmi Muhammed’a i dowiedział się, że poszukuje on nowego gitarzysty. Lille wiedział ile znaczyła dla mnie muzyka Necrophagist i bezzwłocznie dał mi kontakt. Od razu napisałem emaila i umówiłem się na przesłuchanie. Kiedy dostałem w końcu tą robotę było to dla mnie jak spełnienie marzeń. Ciągle jestem wdzięczny Lille, że o mnie pamiętał wtedy. Wiesz jak to jest, zwykle członkowie kapel rozstają się w kiepskiej atmosferze i psują sobie wzajemnie krew ale w tym przypadku było inaczej. Chłopaki z Defeated wręcz mi pomogli po naszym rozstaniu. Według mnie, dowodzi to wspaniałej osobowości.

Z tego co mi wiadomo – Defeated Sanity gra brutalny death metal. Nie słyszałem jednak tego na własne uszy i dlatego spytam czy nie planowaliście nigdy zawitać w bardziej techniczne rejony? Nie chciałeś spróbować przekonać ich do grania muzyki technicznej?

Nigdy nie byłem siłą napędową ani głównym kompozytorem Defeated Sanity ani w Necrophagist nie jestem głównym kompozytorem. Kiedy pełnisz rolę drugiego gitarzysty, to jak wygląda muzyka w końcowej wersji nie zależy w dużym stopniu od ciebie. W pewnym sensie musisz podążać wytyczoną odgórnie ścieżką. Jednak moje pomysły na riffy jak i styl gry gitary prowadzącej bardziej pasuje do Necrophagist. Poza tym, jak powiedziałem wcześniej – muzyczne cele chłopaków z Defeated i moje – rozmijały się. Postanowiłem znaleźć takie rozwiązanie, które by zadowoliło obie strony więc odszedłem.

Jeśli jesteśmy przy zagadnieniach personalnych… z tego co słyszałem na płycie masz niebywałe zdolności manualne. Duża była konkurencja na castingu prowadzonym przez Muhammed’a? Słyszałem, że niektórzy najzwyczajniej nie mogli odegrać materiału, który napisał?

Na wstępie – dzięki za komplement. Muhammed wysłał mi taby do dwóch utworów na pięć dni przed przesłuchaniem. Po prostu je ćwiczyłem a potem graliśmy je wspólnie w sali prób. Prawdopodobnie spodobało mu się jak je grałem ponieważ dostałem rolę gitarzysty od razu. Ale masz rację, byli nawet w Necrophagist ludzie, którzy nie mogli zagrać materiału tak jak potrzeba. Muhammed wymaga perfekcjonizmu co po prostu wielu kosztowało zbyt wiele wysiłku.

Doszły mnie także słuchy, że przy pisaniu ostatniej kompozycji na „Epitaph” też miałeś swój wkład. Chciałbym wiedzieć na czym on polegał.

Tak, skomponowałem pierwszą część riffów do tego utworu. Wymyśliłem te riffy (kiedy się wsłuchasz to zauważysz różnice w stylu naszego komponowania), a potem Muhammed wymyślił aranżację i dodał drugą połowę utworu.

W tak zdolnym gronie muzyków musi panować cholernie kreatywny nastrój? Teraz to już pewnie pójdzie z górki i zaczniecie sypać nam płytami jak z worka hehe? No ale poważnie… rozpoczęliście już prace nad następcą „Epitaph”?

Tak. Muhammed wymyślił już trochę riffów, które brzmią niesamowicie. Są jeszcze bardziej szalone niż te z „Epitaph”. Ja także mam kilka pomysłów w głowie ale muszę najpierw nadać im konkretny kształt.

Orientujesz się może ile czasu zajęło skomponowanie „Epitaph”? A z drugiej strony – ile czasu zajęło Ci nauczenie się Twoich partii?

Trwało to bardzo długo. Nieco ponad dwa lata dzień w dzień. Nie można jednak stwierdzić dokładnie, jako że nigdy nie wiadomo kiedy tak naprawdę się zaczęło. Zawsze zostają jakieś riffy, które zostały wymyślone wcześniej ale nie pasowały. Zawsze więc są jakieś „ocalałe” riffy z przeszłości. Oczywiście nauczenie się dobrze tych partii przeciągało w nieskończoność. Mam dobrą pamięć do muzyki ale mam więcej problemów z mechaniczną jej częścią. Polega to więc bardziej na ciągłym treningu żebym był w stanie osiągnąć niezbędne szybkości i mógł odgrywać wszystko czysto i dokładnie.

Kiedy planujecie rozpocząć promocję „Epitaph” na żywo? Współczuję zaistniałej sytuacji w związku z odwołaniem waszych występów u boku Morbid Angel i Nile. Mam nadzieję, że nie złamie to waszej motywacji do grania?

Jasne, że nie! Wracamy na trasę wkrótce, gotowi do zabijania!

Masz wykształcenie muzyczne prawda? Możesz ogólnie opisać nam jak wygląda edukacja w takiej szkole u Was? Jak długo trwa?

To prawda. Nie mam jednak wykształcenia muzycznego w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Odbyłem intensywny, roczny kurs gitary w Monachijskim Instytucie Gitarowym. Jest to odpowiednik niemieckiego G.I.T a i nauka jest dość podobna. Jesteś uczony gry ze słuchu, harmonii i teorii (dużo jazz’owych standardów i tego typu rzeczy), czytania z nut, improwizacji, techniki i tak dalej. To był naprawdę ciekawie spędzony czas i niesamowite doświadczenie, pracować nad warsztatem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu przez rok. Poznałem wielu fajnych ludzi i zbudowałem porządny fundament, który mogę doskonalić.

Kiedy rozpocząłeś przygodę z gitarą? Każdy chyba ma jakiegoś swojego „idola” dzięki któremu sięga po instrument. Kto to był w Twoim przypadku?

Zacząłem grać w 93 roku ale nie traktowałem tego poważnie. Moimi idolami byli bracia Young z AC/DC i gitarzyści Iron Maiden. Ci kolesie byli powodem dla którego zacząłem w ogóle grać. Kiedy zacząłem ćwiczyć na poważnie moimi idolami byli ludzie tacy jak Steve Vai, Yngwie Malmsteen, Paul Gilbert i Marty Friedman. Oczywiście także odkrycie Dream Theater miało duży wpływ na mój rozwój muzyczny.

Powiedz mi, inspirują Cię jakieś zespoły na tyle by miały wpływ na styl Twojej gry? Czy raczej sam starasz się być natchnieniem (trochę niedoścignionym ale zawsze… hehe)? Masz jakieś ulubione zespoły grające techniczną muzykę?

Człowieku, jest ich tak dużo! Naprawdę ważne są dla mnie Dream Theater i Symphony X – moje dwa ulubione zespoły. Oczywiście także bogowie gitary tacy jak Malmsteen, Vai, Gilbert, Friedman itd. Zespoły death metalowe jak Death (oczywiście) i Cynic. Muszę także przyznać, że lubię niektóre skandynawskie melodyjne zespołu tj. Children Of Bodom, In Flames i Sonata Arctica. Wiem, że to dziwne kiedy gra się w kapeli brutal death metalowej ale staram się mieć otwarty umysł. Inne techniczne zespoły jakie lubię to Theory In Practice, Martyr, Wintersun (niesamowite), Adagio (ponownie niesamowite), Andromeda, Into Eternity itd. Poza tym lubię też takich gitarzystów jak George Bellas, Greg Howe, Jason Becker itd. Czerpię dużą przyjemność z odkrywania nowych zespołów i gitarzystów.

Co sądzisz na temat opinii niektórych ludzi, że techniczny death metal jest zbyt delikatny i przekombinowany i chwilami nie powinien w ogóle być nazywany death metalem?

Tak naprawdę, nie interesuje mnie to. Mam na myśli, że nie ważne jak określa się muzykę. Jak długo muzyka jest dobra, nie ma dla mnie znaczenia jak jest nazywana. Myślę, że zamknięty umysł jaki się spotyka wśród niektórych death metalowców nie jest dobrą rzeczą. Staraj się mieć otwarty umysł na wszystkie gatunki muzyczne i słuchaj tego co lubisz. Nie odrzucaj niczego tylko dlatego, że nie jest to twój ulubiony styl.

Czym była spowodowana decyzja o reedycji „Onset Of Putrefaction”? Chodzi o duże zainteresowanie tym albumem czy bardziej o zapoznanie z materiałem osób znających tylko „Epitaph”?

Głównie było to spowodowane tym, że pierwsza umowa była do kitu. Było bardzo trudno dostać „Onset Of Putrefaction”. Wielu miało go z internetu i chcieli kupić oryginalną wersję więc logicznym następstwem była reedycja.

Kontynuując wątek: na tej reedycji wszystkie instrumenty zostały nagrane od początku a czy kompozycje były w jakikolwiek sposób ulepszane? A co się tyczy bonusowych utworów z dema „Necrophagist” też zostały nagrane od początku czy to był tylko „transfer” na cd?

Właściwie to instrumenty nie zostały nagrane od początku. Były tylko na nowo zmiksowane i użyliśmy sampli prawdziwej perkusji (Hannes nagrał sample swojej perkusji). Jednak w strukturze perkusji nic się nie zmieniło. Kompozycje także nie zostały zmodyfikowane w żaden sposób. Natomiast kawałki z demo zostały po prostu przeniesione na CD.

Wiesz w jakich nakładach do tej pory rozszedł się „Epitaph”? „Onset…” był chyba wydawnictwem limitowanym jeśli się nie mylę? Ile sztuk pierwszego wydawnictwa trafiło na rynek?

Jeśli mam być szczery to nie wiem nic o liczbach sprzedaży.

Jak doszło do podpisania kontraktu z Relapse i jak układa się wam współpraca z tą wytwórnią? Jesteście chyba dość „egzotycznym” zespołem w ich stajni (hehe)?

Ludziom z Relapse spodobał się „Onset Of Putrefaction”. Graliśmy kiedyś na Maryland Deathfest i spotkaliśmy tam tych kolesi. Niedługo potem podpisaliśmy umowę. Zgadzam się z tobą, że nie mamy zbyt wiele wspólnego z innymi zespołami Relapse.

Myślisz, że Necrophagist nagra albo chociaż będzie grał kiedyś jakieś covery? Jeśli miałbyś wybrać zespół i utwór jaki chciałbyś zagrać – co by to było?

W przeszłości graliśmy „Crystal Mountain”, Death. Nie planujemy jednak grać żadnych coverów w przyszłości gdyż mamy wystarczająco dużo własnego materiału. Jeśli miałbym wybrać to może byłoby to coś z nie death metalowego gatunku. Ciekawie by było zagrać z Necro jakiś kawałek z „Dragon’s Kiss” Marty’ego Friedmana na przykład. Może „Saturation” albo „Evil Thrill”. Człowieku, to by było coś! A może jakiś materiał Cacophony (zespół Marty’ego Friedmana i Jasona Becker’a). Świetnie by to brzmiało w death metalowej wersji. To jednak nigdy się nie stanie ponieważ koncentrujemy się wyłącznie na swoim materiale.

Mógłbyś przedstawić nam sprzęt na jakim grasz? Gitary, efekty, piece… każda informacja jest cenna (hehe).

Muhammed użył Vigier Marylin jako gitary rytmicznej. Ja używałem Ibanez’a RG 550 jako mojej gitary rytmicznej. Do solówek oboje używaliśmy Ibanez’a BFP77, niebieski model Steve’a Vai’a.

Ostatnie pytanie dotyczy zupełnie odmiennej tematyki. Co sądzisz o ojcach technicznego death metalu jakimi była kapela Death i sam Chuck Schuldiner? Przy okazji, nie sądzisz, że ostatnimi czasy śmierć zagląda głęboko w gardziel scenie metalowej?

Chuck i Death byli poprostu niesamowici – prawdopodobnie najlepsi. Wprowadził on specyficzny feeling do death metalu jak nikt inny. Szczególnie cztery ostatnie albumy (od „Human”) zawierają najpiękniejszą duchową muzykę jaką kiedykolwiek słyszałem. Tak, on jest najlepszy. Spoczywaj w spokoju, Chuck!

Dziękuję za poświęcony mi czas i życzę wielkich sukcesów. Necrophagist forever! Ostatnie słowo należy do Ciebie.

Cała przyjemność po mojej stronie. Dziękuję wszystkim naszym fanom, którzy zakupili album. Do zobaczenia na zbliżających się koncertach! Trzymaj się!

Tagi:




the best of


video


facebook

menu