Deneb (Polska)

DENEB

Krzyszof Lenard (perkusja) + reszta zespołu, Polska
www.deneb.metal.pl
Autor: Rimmön

Deneb jest wschodzącą gwiazdą niezbyt licznej sceny black / death metalowej. Ich „A path without destination” przyniósł ciekawy (i mroczny hehe) powiew metalowego bluźnierstwa. Porozmawialiśmy sobie z Leon’em o planach ekspansji Deneb’owej klątwy na światowej scenie metalowej oraz o wielu innych sprawach dotyczących zespołu. Zapraszam do czytania.

Deneb

Witaj Leon. Dzięki za poświęcenie czasu na ten wywiad i bez zbędnych dywagacji przejdźmy do odpytywania. Mam nadzieję, żeś przygotowany bo Papcio Satanas będzie nie pocieszony hehe.

Cześć Rimmon, ano widzisz znalazłem lukę czasową w moim napiętym jak biceps Pudzianowskiego terminarzu na ten wywiadzik. Tak więc myślę, że dziadzio Lucek będzie bardzo zadowolony.

Chwilę poszukałem i odkryłem prawdziwe znaczenie nazwy Deneb. Może jednak zechcesz nam swoimi słowami przedstawić dlaczego właśnie Deneb i wyjaśnisz czymże on jest osobom, którym szperać się nie chce?

Deneb to najjaśniejsza gwiazda w konstelacji Cygnus, po naszemu mówiąc gwiazdozbiór łabędzia. Jeśli chodzi o kwestię dlaczego akurat Deneb, to najlepiej jeśli odpowie tutaj założyciel grupy czyli Tomek. Halo, halo Tomku słyszysz mnie?

TOMEK: Halo, halo…. coś przerywa… już jestem to tylko nagły ostrzał artyleryjski wszędzie porozrzucane kończyny i mnóstwo krfii… ahhh jak ja lubię ten klimat, na froncie trzeba się czymś zająć, wiec przeglądam porno gazety tudzież fachową literaturę jeśli takowa wpadnie mi w ręce… tak tez natknąłem się na nazwę Deneb. będąc w latrynie pośród świstu kul, w panice i po omacku poszukiwałem czegoś co mogłoby posłużyć do wytarcia mej delikatnej pupy chwyciłem co było pod ręką… akurat był to jakiś astro coś tam album… i wtedy właśnie zauważyłem magiczne słowo Deneb i olśniło mnie… Tak! Tak! Tak! To odpowiednia nazwa dla mojej wspaniałej hordy-pomyślałem. I od tej pory twór o nazwie Deneb sieje spustoszenie w sercach młodocianych słuchaczy muzyki metalowej ku zgrozie 99% katolickiego społeczeństwa…

Chciałbym poruszyć temat waszego studio w którym nagrywaliście „A path…”. Często odwiedzają Cię umundurowani panowie w wesołych, niebieskich kubraczkach hehe? Nie mieszkasz chyba w bloku co? Tak sobie myślę jakby się skończyły takie próby u mnie hehe. Mogłoby być nie wesoło.

Nie, na szczęście nie mieszkam w bloku. Poza tym mam dźwiękoszczelne okna w domu więc na zewnątrz nie słychać zbytnio łomotu, który zapodajemy podczas prób. Mundurowych jeszcze nigdy u mnie nie było, chociaż raz zapomnieliśmy pozamykać okien całkowicie w któryś sierpniowy dzień (w końcu podczas pory letniej w takim pomieszczeniu szybko robi się duszno i parno) i sąsiadka chciała już dzwonić po strażaków miejskich. Całe szczęście opamiętała się w porę i zorientowała się, że gdyby to zrobiła to zemsta Rogatego byłaby po prostu dla niej bardzo niemiłym doświadczeniem hehe.

Kontynuując wątek. Jak udało Ci się takie studio uruchomić? Nazwa „studio” kojarzy się raczej z wysokimi nakładami gotówkowymi. Planujesz zapraszać jakieś inne kapelki do domu? :)

No właśnie określenie „studio” to trochę zbyt wiele, ale coś musieliśmy napisać we wkładce do płyty. Sprzętu trochę się nagromadziło, jak na domowe warunki to moje home-studio jest całkiem nieźle wyposażone. Jest mikser, są mikrofony, piece, perkusja i inne instrumenty, więc nie jest źle. Co do zapraszania innych kapel to czekam, może ktoś sam się zgłosi, bo na rejestracje demosa początkującej kapeli moje „studyjko” jest w sam raz.

Myślisz, że częste rotacje w składzie kapeli wychodzą jej na dobre? Jak to jest w waszym przypadku – pomijając odejście Kuby z zespołu – obecny skład jest już tym „optymalnym”?

Wiesz, zbyt częsta rotacja w składzie nie jest wskazana, bo wiadomo, że wiąże się to z przyswajaniem materiału przez nowego muzyka itp. itd. Ale stwierdziłem, że na to pytanie powinien odpowiedzieć Rafał. Tak więc oddaję mu głos… Tu UL, tu UL, Gucio słyszysz mnie? odbiór.

RAFAŁ: Może się wydawać, że stabilny skład to podstawa do udanej działalności każdego zespołu. Lecz z upływem czasu, może dojść do różnych spięć i zgrzytów wewnątrz kapeli a w konsekwencji do jej rozpadu.. Jednak czy częste zmiany składu wychodzą na dobre? Są zarówno minusy jak i plusy takiej sytuacji. Nowi ludzie w zespole to konieczność szybkiego przyswajania materiału, zgrania się itp. W DENEB nigdy nie było z tym problemu, ponieważ wszyscy „nowi” członkowie nie byli debiutantami na muzycznej scenie. Z drugiej strony nowi ludzie w kapeli wnoszą element świeżości, własne pomysły na granie, co ma ogromny wpływ na rozwój kapeli. DENEB to zespół, któremu na pewno nie można zarzucić braku rozwoju czy muzycznego zastoju. Po części wynika to z faktu, że każdy materiał DENEB był nagrywany w innym składzie. A co do obecnej ekipy DENEB to mogę śmiało powiedzieć, że jest to najlepszy skład w kilkuletniej historii grupy i nie planujemy żadnych personalnych zmian. Jednak do „optymalnego” składu brakuje nam odpowiedniego „gardłowego”, który by dopełnił i zazębił maszynę, jaką jest DENEB.

Powiedz mi, czy każdy muzyk cierpi na syndrom ciągłego niezadowolenia z tego co się tworzy? Jak to jest u was – jesteście w pełni zadowoleni z „A Path Without Destination” czy po tym czasie chcielibyście coś w nim zmienić?

Hehehe, powiem Ci, że u nas Tomek jest taką zespołową marudą i w sumie to on był „miernikiem jakości” nowego materiału. W momencie gdy powiedział „kur*a ! podoba mi się”, to już nic więcej nie kombinowałem z brzmieniem płyty. Wiadomo, że patrząc z perspektywy czasu zawsze stwierdzisz, że coś mógłbyś zrobić lepiej, albo na inny sposób itp. Ale powiem Ci jedno; my jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów pracy nad „A Path…”. Udało nam się osiągnąć to co zamierzyliśmy i sprostaliśmy wszystkim celom jakie sobie postawiliśmy. Materiał od pierwszej do ostatniej minuty brzmi tak jak tego chcieliśmy.

Udało mi się dokopać do 5 innych zespołów pochodzących z Rybnika i raczej w dziedzinie death/black nie macie u siebie konkurencji czyż nie? Szczerze mówiąc, znana jest mi tylko nazwa Moulded Flesh. Znacie się z którąś z hord metalowych z waszego miasta? Może chciałbyś jakąś specjalnie polecić?

Tak masz rację, jeśli chodzi o połączenie death/black to oprócz nas jest tylko jedna kapela w Rybniku, która gra podobną mieszankę tych dwóch styli muzycznych. Jest to horda działająca od ok. 2000 roku – Bestiophile. Niestety póki co nie udało im się jeszcze niczego zarejestrować – a szkoda, bo muza, jaką chłopaki serwują jest bardzo ciekawa. Poza tym kapele w Rybniku jakoś bardziej wolą grać brutalny death, bądź death z domieszką thrashu. Ale też nie uraczysz u nas bandu stricte blackowego. Co się tyczy Moulded Flesh to jest to bardzo fajna kapelka, nagrali w tym samym czasie co my nowy materiał i jest młodzieżowo. Poza tym z kapel wartych uwagi to mogę Ci polecić starych wyjadaczy z Cortege, debiutantów z Crawling Death, power/heavy metalowy projekt naszego dobrego znajomego Nathana – Crayven no i metalcore’owy Pro-Creation (w którym sobie także bębnie).

Myślisz, że Deneb dalej będzie kroczył death/black metalową, bluźnierczą ścieżką? Macie może w zanadrzu jakieś niespodzianki (np. cover jakiejś power metalowej kapeli hehe)? A tak poważniej… zmiany stylu czy coś w tym kierunku?

Na pewno nie zboczymy z tej bluźnierczej ścieżki i dalej będziemy grać taką muzę jakiej możesz słuchać na „A Path…”. Nie planujemy żadnych niespodzianek jak na razie, a na pewno nie będziemy brać na warsztat żadnych szlagierów power metalowych. Co do stylu muzycznego to wydaje mi się, że DENEB osiągnął w tej kwestii prawie optimum. Wiadomo, że trzeba jeszcze co nieco doszlifować warsztat i popracować nad pewnymi aspektami naszej muzyki, itp. Ale na pewno drastycznych zmian w stylu jaki sobie przez te wszystkie lata wypracowaliśmy nie usłyszysz.

Skoro już zahaczyliśmy o temat power metalu. Co sądzisz o tym jakże globalnym zjawisku? Nie irytuje Cię czasem, że młodzież (nie tylko polska) chętniej sięga po tego typu muzykę niż po tą właściwą spod szyldu black i death?

Nie, nie irytuje mnie to, bo każdy ma prawo słuchać tego co mu się podoba. Poza tym to nie jest tak, że większość sięga właśnie po takie wydawnictwa. Wydaje mi się, że u nas na przykład większa część młodzieży słucha właśnie muzy spod znaku death i black. Ale w każdym mieście, kraju itp. jest inaczej. Nie można tego zjawiska uogólniać zważając na fakt, że od kilku lat można zaobserwować ogromny boom na hip-hop i produkcje nu-metalowe. Wiadomo, że w latach 90tych taki sam boom był na Metallice, Guns’N’Roses, Nirvane i inne kapele rodem z Seattle. Pamiętam, że jak ktoś się u nas w klasie przyznał, że słucha rapu w domu to od razu dostawał ostry łomot, a jakiś życzliwy kolega podsuwał mu kasetę Cannibal Corpse, hehe. Kto wie czy za kilka lat nie wróci znowu moda na metal i na ulicach miast będziesz mógł oglądać większość młodych ludzi w ramonezach i koszulkach Demon Burger czy też innego Krejdyl of Filc.

Możesz powiedzieć jak idą poczynania z poszukiwaniem wytwórni dla Deneb? Jest to obecnie sprawa priorytetowa czy raczej „poczekamy, zobaczymy”?

Jak na razie niestety żadna wytwórnia się nami zbytnio nie zainteresowała. Nadal szukamy, wysyłamy promo gdzie się tylko da. Jeśli śledzisz to co się dzieje na naszej stronie internetowej to na pewno zauważyłeś, że liczba recenzji „A Path…” jest już większa niż liczba recek demosa „Diasparagmos”. To świadczy tylko o tym, że ostro wzięliśmy się za promocję tego materiału. Głównie sami się tym zajęliśmy, mówię głównie gdyż w promocji pomaga nam Miras z Rise For Victory ‚Zine i od niedawna także Beret z Webzine’a – Metalbox i Nidhogg z Marnotrawnego.

Nie uważasz, że to trochę mało sprawiedliwe, że praktycznie nie da się wyżyć z grania muzyki ekstremalnej? Jest to nisza do której osoby leniwe czy puste nie chcą zaglądać a takich niestety jest aż nadto. A może to i lepiej, że to muzyka dla „wybranych”?

Jak to się nie da? A Vader? Behemoth? Chyba mi nie powiesz, że oni nie zarabiają grubej kasy na metalu. Wiadomo, że ciężko się wybić, ale to zjawisko nie występuje tylko w przypadku muzy chwalącej Rogatego. Jest tyle zajebistych artystów rockowych, popowych, którymi nikt się nie interesuje. Biznes muzyczny to jedna wielka mafia i o tym wie każdy. Poza tym jak już komuś się uda wybić to zawsze znajdzie się ktoś kto go wyrucha ostro na kasie. Jakbym chciał zarabiać na muzie to grałbym szlagiery w stylu „biały miś” czy inne „mydełko fa”, jeździł po weselach i trzepał kasiore. Nam granie daje wiele frajdy no i ogromną satysfakcję. Każdy z nas pracuje bądź się uczy a zespół jest odskocznią od codzienności. Wiadomo, że chcielibyśmy zasmakować trochę sławy (bo kto nie chce), ale póki co wystarcza nam to, że ktoś po koncercie podejdzie i powie „fajnie chłopaki gracie, podoba mi się to co robicie”.

Wracając jednak do bardziej „przyziemnych” spraw. Jakie zespoły są i od zawsze były inspiracją dla Deneb? Przy takim zestawieniu jakie prezentujecie chyba nie można się zamknąć w jednym gatunku czyż nie?

Oczywiście, że nie! Każdy z nas słucha metalu (chociaż nie tylko) i każdy z nas ma jakichś tam swoich faworytów; żeby nie użyć popularnego ostatnio w naszym kraju określenia „idoli”. Lecz zmartwię Cię mówiąc, że nigdy się na nikim nie wzorowaliśmy, nie było takiej sytuacji, że chcemy grać akurat jak jakaś tam kapela. Dlatego też nasza muza jest tak bardzo zróżnicowana, fakt, że wykorzystujemy różne patenty i nie sposób tu uniknąć porównań do mniej czy bardziej znanych zespołów. Ktoś mówi, że słyszy w naszej muzie Slayer’a czy Vader’a, inny znowu, że jakiś tam kawałek kojarzy mu się z ostatnią płytą Emperora albo z Mayhem itp. itd. Słyszeliśmy już tyle różnych porównań, że nie da się ich wymienić jednym tchem.

Zważając na okoliczności w jakich postanowiłeś zostać wiodącym, polskim, pałkerem wydajesz się mieć rzeczywiste powołanie (a może raczej – masz:). Długo pracowałeś na dojście do obecnego poziomu? No i czy udało się zrealizować plan wyrywania panienek na koncertach (hehe)?

Wiodący polski pałker?? Toś mnie teraz rozbawił, a może po prostu to pytanie miałeś zadać komuś innemu, co? Powołanie? A co ja klecha jestem? Chyba miałeś na myśli talent, niestety jeśli chodzi o granie na perkusji to raczej mi tego czynnika brakuje. Muszę naprawdę ostro ćwiczyć, żeby podnosić swój poziom, a czasu niestety na trening mam niewiele. Na perkusji gram jakoś od 98/99 roku, tyle, że w 99 jakoś mój zapał zmalał i przestałem grać. Więc w sumie można powiedzieć, że do chwili obecnej nieprzerwanie na garach łupię od roku 2000. W składzie Deneb natomiast jestem już 2,5 roku. Co do panienek to do tej pory nie udało mi się po koncercie żadnej wyrwać, taki już marny los perkusisty, że najlepsze kąski trafiają się zawsze wokalistom i wiosłowym, hehe.

Jeśli już o koncertach mowa. Na podstawie informacji z waszej strony, można stwierdzić, że Deneb zbyt obficie nie koncertował zważając na około 10 letnią działalność kapeli. Gdzie szukać przyczyn ku temu? Jak czujecie się na scenie mości Panowie?

No niestety tak jakoś zawsze było, że cos się spierd*liło. Po nagraniu demo „Principia Chaotica” Tomek poszedł służyć ojczyźnie i zespół z tego co mi wiadomo zawiesił próby. Po jego powrocie zaczęli robić nowe kawałki, nagrali „Diasparagmos” i zagrali kilka koncertów. Potem znowu zmiany personalne, 4 miesiące ostrego łojenia w kanciapie (bynajmniej nie napojów wyskokowych) i Deneb w nowym składzie zaczął koncertować. Potem na jakiś czas odszedł Rafał i z racji tego, że nie mogliśmy znaleźć nikogo na jego miejsce też praktycznie odechciało nam się grać. Rok 2004 to szlifowanie materiału i przygotowania do nagrań, postanowiliśmy się skoncentrować głównie na tym. Jeśli chcesz wiedzieć więcej to po prostu przeczytaj nasze Bio, które znajdziesz na stronie i tyle. Co się tyczy sceny to czujemy się na niej wyśmienicie, zawsze staramy się dać z siebie wszystko. Grunt to dobra zabawa i ważne by było – jak to mawia Wojtas z MF – młodzieżowo.

Już coś o cover’ach było wcześniej ale może wróćmy do tematu. Myślisz, że Deneb nagra/zagra* (*niepotrzebne skreślić) kiedyś jakiś cover? No i tak z drugiej strony – gracie sobie na rozgrzewkę, na próbach, jakieś znane (lub mniej znane) kawałki?

Mogę zacząć od tyłu odpowiadać? Tak? To fajnie. Nie rozgrzewamy się coverami, gramy od zawsze swoje numery. Przeważnie zaczynamy próbę od numerów bardziej „umiarkowanych”, żeby od razu na początku się nie przemęczać. Co się tyczy utworów innych artystów to mamy opracowane 2 covery, które czasami prezentujemy na koncertach, mówię czasami bo wszystko zależy od publiki. Jeśli bawią się przy naszej muzie to wtedy zapodajemy im coś co znają i jest jeszcze weselej, hehe. Nie wiem czy kiedykolwiek któryś z tych numerów zarejestrujemy, po prostu nie rozważaliśmy jeszcze takiej możliwości.

Wracając do tematów około-metalowych związanych z mentalnością ludzką. Jak to się stało, że w ogóle wciągnął was ten wir, zwany potocznie „metalem”? Czyż nie cudownie jest podrygiwać w rytmach disco i innej lekkostrawnej muzyczki? Słuchanie muzyki ciężkiej grozi wieloma uszkodzeniami natury fizyczno-psychicznej nie sądzisz (szyja, głowa itd.)? :))

A skąd wiesz czy nie słucham w domowym zaciszu dicho i tekkno ? Nie wiem jak chłopaki się wkręcili w metalowy wir, ale mogę Ci powiedzieć jak to wyglądało w moim przypadku. W czwartej klasie pedałówy kumpel przyniósł mi od swojego kuzyna dwie kasety, pierwsza z nich zawierała czarny album Metalliki, druga Use Your Illusion Gunsów. Potem przyszła pora na Megadeth, Pantere, Cannibal Corpse, Obituary, Fear Factory itp. Więc słuchało się wszystkiego po trochu, niestety tak jakoś się złożyło, że nie było w moim otoczeniu osoby, która zapoznałaby mnie z black metalem. Ale nadrobiłem to po latach, głównie przez to, że dołączyłem do Deneb, hehe.

A co sądzisz o łączeniu ideologii z muzyką? Np. nacjonalizm przerastający niejednokrotnie samą muzykę czy satanizm przeżerający black metalowe hordy? Łączenie jak łączenie ale zakładanie kapeli wyłącznie dla ideologii?

No właśnie takie mamy czasy, że różnego rodzaju organizacje wykorzystują muzykę do szerzenia swoich ideologii. Czasami taki obrót spraw mnie śmieszy innym razem przeraża. Osobiście nigdy bym nie założył kapeli z powódek ideologicznych. Dla mnie, najważniejsza jest muzyka i ona się liczy, teksty powinny być tłem, a nie na odwrót. Oczywiście, każdy ma prawo działać jak mu się żywnie podoba. Ale tak już się chyba utarło, że jeśli black/death metal to przeważnie teksty o szatanie muszą być. Chociaż mamy odpowiedź z obozu wroga pod nazwą christian black metal czy też un-black metal. Ale to już w ogóle jest porażka moim zdaniem. Niestety boli mnie fakt, że czasami jakiegoś bandu wytwórnia nie chce wziąć pod swoje skrzydła bo kapela nie ma „odpowiedniej” otoczki ideologicznej.

Na koniec zdradź nam plany Deneb na najbliższą przyszłość. Tworzycie już w głowach obraz nowego materiału? Powiedz czego możemy się spodziewać.

Trochę za szybko by tu mówić o kolejnym materiale, zważając na fakt, że „A Path…” ma zaledwie kilka miesięcy. Ale poniekąd tworzymy już nowe numery, w sumie są już gotowe 3 kompozycje. Mogę powiedzieć, że na 99% następny materiał będzie bardziej brutalny i szybszy od „ścieżki bez przeznaczenia”, aczkolwiek będzie to nadal potrawa death i black metalowa przyrządzona „po denebowemu”, hehe.

Mam nadzieję, że udało Ci się szczęśliwie dotrzeć do końca bez przysypiania i tym podobnych historii ;) Życzę wam jak największych sukcesów no i żeby Deneb rozbłysnął na rodzimej scenie. Ostatnie słowo należy do Ciebie!

Ano udało mi się, nie było to łatwe zadanie, zeszło 5 filiżanek kawy i 2 paki fajek, ale czego to się nie robi żeby zostać gwiazdą rocka na łamach Warheim.org!! hehe. Dzięki za rozmowę, miło było, życzę Ci aby twój serwis się rozrastał, by dziennie odwiedzało go co najmniej 666 użytkowników Internetu. Pozdrowienia dla czytelników Warheim, hail!

Tagi:




the best of


video


facebook

menu